Dzisiejszy dzień poświęciłam na zbieranie malin i robienie z nich soku. Zbieranie malin nie jest dla mnie łatwe, gdyż trzeba się schylać, wyciągać do przodu, na boki itd. a ja jestem starszą już osobą. Ta praca zajęła mi sporo czasu. Po powrocie do domu około godziny 13-ej zebrane maliny zasypałam cukrem i postawiłam z garnkiem na gazie, aby oddzielić sok od owoców......... Wieczorem weszłam do kuchni, aby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku i dopiero wtedy wyłączyłam gaz pod spalonymi razem z garnkiem malinami. Nie wiem, czy garnek odszoruję. Pewno trzeba go spisać na straty. Jestem wściekła, ale co się stało, to się nie odstanie. Dobrze, że nie wydarzyło się nic gorszego. Jestem już zmęczona swoim brakiem pamięci i koncentracji na tym, co trzeba za chwilę zrobić. Dziś nawet pisanie mi nie idzie tak jak bym chciała. Muszę się uspokoić. Dobranoc.
Dobranoc. Spokojnej nocy.
OdpowiedzUsuńSerdecznie Cię witam na moim blogu. Dziękuję za to, że wpadłaś do mnie. Zapraszam do dalszych odwiedzin. Maria.
UsuńBędzie dobrze Mario. Pozdrawiam serdecznie. I mnie czasem pamięć szwankuje, to jest niezależne od wieku ;-)
OdpowiedzUsuńDziękuję za to, że starasz się mnie pocieszyć. Dla mnie pamięć - to jest skarb. Pozdrawiam Cię także Maria.
UsuńNie przejmuj się. Przed Wielkanocą udało mi się przypalić gotowane właśnie jajka- a było to łaaaaadnych parę lat temu! ;)
OdpowiedzUsuńNa razie myślę, co zrobić, żeby znowu drugiego garnka nie wyrzucać, gdy na chwilę gotowanie stracę z oczu.
OdpowiedzUsuńSobota - Mario - 10 minut na szybkich zakupach. Staram się czytać wszystko. Pod wieczór być może spotkanie rodzinne za miastem. Pozdrawiam jeszcze raz. PS. Ja w 2017 roku przespałem trzy dni. Odtąd mam pełno kalendarzy i notesów. Było to po bardzo zalatanym dniu :)
OdpowiedzUsuńTrzy dni spania bez przerwy?
UsuńNajważniejsze, że nic poważniejszego się niestało. Garnek w tym przypadku jest mało ważny. Mnie się też zdarzyło przypalić garnek, mimo że siedziałam w kuchni tuż za kuchenką. Wszystko przez laptopa ;)
OdpowiedzUsuńZdrówka życzę i pozdrawiam :)
No i mam nowy wydatek, bo ten przypalony garnek jest nie do odszorowania. Także serdecznie pozdrawiam i życzę dużo zdrowia.
UsuńMaryniu, garnek kupisz nowy. A zbieranie potraktuj jako gimnastykę. Przecież za nic w świecie nie wyginałabyś się tak jak podczas zbierania malin :) Dobrze, że nic się nie stało gorszego. Następnym razem nastaw budzik, wtedy nie zapomnisz. Przyznam Ci się, ze jajka ja też spaliłam na węgiel, dopiero gdy zaczęły strzelać to mi się przypomniało. A było to za czasu... wizyty Gorbaczowa, dlatego pamiętam ;) Buziaki 💗💗💗
OdpowiedzUsuńStrzelających jajek jeszcze nie miałam, ale wiele jeszcze różnych wpadek przede mną. Buziaki.
UsuńSobota Mario - drugie zejście, ale trzeba pomagać. Łącznie w sobotę na zewnątrz 25 minut, ale zadyszki nie mam - zarzuciłem na lato bieganie / jogging. Być może wieczorem spotkanie rodzinne (tj. pod wieczór). Serdeczności - a spalony garnek - cóż - ja się przyznam , że wcześniej mnie się to też zdarzało. Teraz mniej. Serdeczności :)
OdpowiedzUsuńBieganie nigdy mi nie wychodziło. Zdecydowanie wolę chodzić. Serdeczności.
UsuńU mnie w piekarniku powidła.Sok malinowy robie inaczej , wczoraj maliny przesypalam cukrem, 2 razy przemieszałam, stały całą noc w lodówce a dzisiaj przegotowalam i na sitko ,tak bezpieczniej.Stało się i się nie odstanie, każdy ma na koncie jakieś spalenizny, u mnie to były gołąbki dla gości.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńWyobrażam sobie te gołąbki. A przy okazji to przypomniałaś mi, że dawno nie robiłam gołąbków. Pozdrawiam.
UsuńMario, co tam garnek, przecież pamiętałaś jednak, by sprawdzić wszystko w domu, a bo to raz człek cos przypalił? O żelazku nie wspomnę...
OdpowiedzUsuńSprawdzanie wieczorem, czy gaz jest wyłączony - to u mnie nawyk. Bez tego sprawdzenia trudno byłoby mi zasnąć. Pozdrawiam.
UsuńNiedziela Mario - u mnie tak: przebudzam się o wschodzie Słońca zazwyczaj. Dziś dwa razy schodziłem - bo trzeba. Najpierw trzy minuty segregowane śmieci, potem 20 minut dyskont. Wielkie Oczekiwanie się pisze, będzie chyba na zimę e -book. Pozdrawiam serdecznie. Czytam "Pierwsze damy Francji" - kończę, potem "Brzemię białego człowieka" . Smutna książka o Brytyjczykach na świecie :)
OdpowiedzUsuńCzyli bardzo aktywnie czas spędzasz.Ja jestem na etapie zastanawiania się, czym ciekawym by się tu zająć.
UsuńJesteśmy przebodźcowani. Zmęczenie, niskie ciśnienie. Wszystkim się zdarza zapominać.
OdpowiedzUsuńPewno masz rację. Pracy rzeczywiście mi nie brakuje. Serdecznie Cię pozdrawiam. Maria.
UsuńDokładnie - jesteśmy wystawieni na wiele bodźców. Pozdrawiam Mario w deszczowy poniedziałek - 20 minut na szybkich zakupach i biblioteka :) Miej udany tydzień :)
OdpowiedzUsuńMario - skrobnij coś :) Ja dziś na zewnątrz 34 minuty, szybkie spacery i szybkie zakupy dobrze mi robią ;-) Pozdrawiam ;-)
OdpowiedzUsuńWtorek Mario - u mnie - 3 minuty segregowane śmieci, potem sześć minut dyskont. Po 14.15 znów zakupy. Przyjemnie się schłodziło, ale te opady miejscami są niebezpieczne. Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńU nas też pada, no i zrobiło się dużo chłodniej, niż jeszcze kilka tygodni temu. Także pozdrawiam Cię serdecznie.
OdpowiedzUsuńRównież pozdrawiam Mario. Miałem ciężki dzień, trzy zejścia, trzy wejścia na górę. Proszę, byś trzymała za mnie kciuki za tydzień, ósmego września około 9.00. Ważny dzień ;-)
OdpowiedzUsuńŚroda Mario - dwa zejścia i dwa wyjścia na górę. Pozdrawiam serdecznie. Łącznie dziś na zewnątrz - 43 minuty. Pozdrawiam , i daj proszę znać, co u Ciebie. Wiem, że kiedyś byłaś bibliotekarką :)
OdpowiedzUsuńCzwartek Mario - 43 minuty na cmentarz, zeszło mi tyle w jedną i drugą stronę. Serdecznie pozdrawiam. Cmentarz na drugim krańcu miasta. A Miasto - ma być uzdrowiskiem. Pozdrawiam. Daj znać, co u Ciebie :)
OdpowiedzUsuńCzwartek Mario - niezły wynik - dwa zejścia na dół, dwa wyjścia, 84 minut na zewnątrz. Serdecznie pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńPiątek Mario - trzeci września - kilka godzin sprzątanie, potem dziesięć minut na szybkich zakupach. Pozdrawiam serdecznie. Zaobserwowałem na balkonie złotą polską jesień :)
OdpowiedzUsuńSobota Mario - 4 IX - dwa zejścia na dół, w tym na drugi koniec miasta. Łącznie 71 minut. Przesyłam pozdrowienia, daj znać co u Ciebie. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńNiedziela Mario - 23 minuty szybkim spacerem z rana po osiedlu i po parku. Czekamy na nowego posta. Serdecznie pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńSerdecznie Cię pozdrawiam. Mam nadzieję, że mi darujesz brak komentarzy pod Twoimi wpisami w moim blogu. Trochę się zagubiłam w tym co robię, a co chciałabym robić. Po prostu brak mi napędu do jakiegokolwiek działania intelektualnego. Domyślam się, że zupełnie mi nie służy sposób życia, jaki ostatnio pędzę.Spróbuję od dziś zebrać się trochę do kupy i wrócić do jakiejś aktywności. Serdecznie Cię pozdrawiam. Maria.
OdpowiedzUsuń