
Ostatnio trochę zaniedbałam pisanie, ale były też i powody. Pierwszy powód był taki, że odszedł od nas do kraju szczęśliwości nasz piesek - Mały. Był z nami wiele lat. W czasie, gdy mój mąż chodził każdego wieczoru na spacer nagle pojawiał się obok niego i szedł za nim krok w krok. Po spacerze obaj dochodzili do furtki, mój mąż wchodził na nasze podwórko, a piesek znikał. I tak było dłuższy czas, aż usłyszeliśmy, że bezpańskie psy mają być odławiane. Taką wiadomość usłyszały nasze sąsiadki, wielkie miłośniczki wszystkich psów i zaproponowały, że one pieska zaszczepią, a my go przygarniemy. I Mały zamieszkał u nas. Później zamieszkała u nas Fionka, którą pani weterynarz znalazła w lesie razem z matką i resztą szczeniaków. I nasze dwa pieski bardzo się polubiły. Mały był z nami wiele lat. Miał usunięte przez lekarza kilka zębów, gdy okazało się, że ma taki stan zapalny, że trudno mu jeść. Ale żył i cieszył się życiem. Ale czas płynął, piesek się starzał , miał już około 20 lat i widać było, że słabnie i ma kłopoty z gryzieniem nawet gotowanego i drobno posiekanego mięsa. Zaczęły mu wysiadać nerki i lekarz weterynarii orzekł, że aby piesek się nie męczył, trzeba go uśpić. I Mały odszedł od nas. Został uśpiony. Została Fionka, która ze szczeniaka wyrosła u nas na dużego psa.
Po uśpieniu Małego, Fionka przestała wychodzić z budy. Leżała i nie chciała jeść, ani pić. Poszłam do niej i opowiedziałam jej, że Mały już bardzo cierpiał i dlatego od nas odszedł. Można byłoby pomyśleć, że zgłupiałam, bo co pies może zrozumieć z mowy człowieka. Ale okazuje się, że Fionka chyba zrozumiała, bo po tej mojej łzawej przemowie wyszła do ogrodu i biega teraz tak, jak wtedy, gdy był u nas Mały. A ja myślę, że gdy trafi się jakiś piesek, to go przygarniemy, choć słyszę od koleżanek, że to może nie być odpowiedzialne zachowanie z mojej strony, bo ja weszłam już w 86 rok życia i co wtedy gdy........... Nie chcę kończyć zdania.
Drugi powód tego, że miałam dłuższą przerwę w pisaniu był taki, że zaczęła się wiosna i rozpoczęły się prace w ogródku. Ale dziś warzywa są już posiane, jutro mam zamiar sadzić pomidory i paprykę.
Wszystkim moim Przemiłym Czytelnikom życzę dużo ciepła, tego na dworze i tego w nas samych, radości, miłości i wszystkiego, co nam radość i szczęście przynosi.
Marysia.
Wierzę, że zwierzęta odchodzą za Tęczowy Most. Udanej pracy w ogrodzie Mario. Serdecznie Cię pozdrawiam. U mnie pada :)
OdpowiedzUsuńJa także Cię pozdrawiam. Maria.
UsuńZwierzęta rozumieją więcej, niż nam się wydaje...
OdpowiedzUsuńPrace w ogródku to zapowiedź plonów, więc i zdrowia i dobrych zbiorów, Mario Wam życzę:-)
Ziemia w ogródku jest już obsiana. Teraz czekam na piękną pogodę, aby rośliny rosły i wydały obfity plon. W pierwszym rzędzie liczę na ogórki, których posiałam dużo. Przesyłam serdeczne pozdrowienia dla Ciebie i dla Twoich Bliskich. Maria.
UsuńMoja koleżanka też myślała o piesku, żeby wziąć, zaopiekować się, byłoby jej raźniej, ale miała podobną rozterkę, co potem.
OdpowiedzUsuńWszystkiego najlepszego, zdrówka i satysfakcji z uprawy roślinek.
Pozdrawiam :)
Mam nadzieję, że w ogródku urosną warzywa. Lubię takie zbiory z własnej działki. Przesyłam serdeczne pozdrowienia. Maria.
Usuń"Wszystko można zacząć od nowa"... Hmmm... A życie? Być może bez niektórych "starych błędów" czułbym się niezbyt komfortowo.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam...
Ja myślę, że bez różnych błędów młodości, które później starałam się przepracować pod okiem specjalistów, byłabym osobą, na którą sama nie miałabym dziś ochoty patrzeć. Wiele razy słyszałam, że młodość jest durna i chmurna, co w moim wypadku jest prawdą. Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam i zapraszam do dalszych odwiedzin. Maria.
UsuńZwierzęta są takie kochane i naprawdę mądre. Zasługują na wiele miłości i tyle miały i mają jej u Was. Powodzenia w ogrodniczych pracach i dużo zdrowia dla Ciebie. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńSerdecznie dziękuję za cieplutki komentarz. Maria.
UsuńMoże zwierzęta nie rozumieją słów, ale na pewno wyczuwają emocje.
OdpowiedzUsuńJa nawet myślę, że wcale nie jest takie pewne, czy zwierzęta nie rozumieją wypowiedzi człowieka. Ściskam Cię mocno.
UsuńDziś Mario - na zewnątrz tylko 8 minut. Szybkie sprawunki i sprzątanie. Serdeczności. Ja z kolei kocham koty, ale nie mogę ich trzymać :/
OdpowiedzUsuń26 maja to już wkrótce. Będziesz już bezpieczny. Myślę jednak, że nawet po szczepieniu lepiej jest uważać. A kotów nie możesz trzymać ze względu na uczulenie? Serdecznie pozdrawiam. Maria.
UsuńPiątek - 14:39 - 14: 47 - szybkie zakupy w osiedlowym dyskoncie, ale z Mamą już. Od soboty bez masek na świeżym powietrzu. Ja mam szczepienie 26 - go maja. Pozdrawiam jeszcze raz :)
OdpowiedzUsuńSzkoda pieska ale dużo miłości u Was zastał.Mąż też zasiał ale mamy ulewy i.nie wiadomo co z tego będzie.Moze trzeba będzie jeszcze raz zasiać ?
OdpowiedzUsuńJa chyba zbyt blisko siebie posadziłam sadzonki pomidorów i nie wiem, czy będą dobrze rosły i owocowały. Przesyłam Ci moc serdeczności. Maria.
UsuńSobota Mario , 15 maja - 27 minut na zewnątrz - na zakupach.Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że już wkrótce zaraza nas opuści. Pozdrawiam.
UsuńMaryniu, Mały był u Was szczęśliwy i to jest najważniejsze. Fionka doskonale zrozumiała co jej powiedziałaś, uwierz mi, one są mądrzejsze niż nam się wydaje i lepsze od nas. Przytulam :)))
OdpowiedzUsuńTeż myślę, że zwierzęta są dużo mądrzejsze niż my myślimy. Serdeczności przesyłam Maria.
UsuńOczywiście, że warto się zabezpieczać na przyszłość, ale jest jeszcze teraźniejszość. Teraźniejszość. Twój post przeczytałam mężowi, wzruszył się, podobnie jak ja. Jesteś wspaniałą osobą, młodą i pełną życia. Dobrze mają Twoje zwierzaki, a ja cieszę się, że chociaż wirtualnie znam taką osobę jak Ty.
OdpowiedzUsuńWzruszył mnie Twój komentarz. Bardzo lubię zwierzęta, ale był czas, kiedy każdego psa spotkanego na drodze bałam się tak bardzo, że traciłam zdolność logicznego myślenia i zastanawiałam się gorączkowo tylko nad tym, gdzie uciekać. Z tej mojej paniki wyleczyła mnie dopiero znaleziona na drodze w stanie skrajnego wyczerpania i wygłodzenia suka - bokserka, która była takim wlokącym się drogą nieszczęściem, że odważyłam się, zawołałam ją i zabrałam do domu. Była z nami aż do jej śmierci.
UsuńDziś mamy sukę Fionkę, naszą kocicę, która mieszka z nami i wiele kotów przychodzących do ustawionej za drzwiami wejściowymi do domu pełnej miski.
Jeśli chodzi o moją młodość, to weszła ona już w 86-ty rok życia.
Serdecznie pozdrawiam Ciebie i Twojego Męża. Bardzo się cieszę, że zaglądasz do mojego bloga. Zapraszam do dalszych odwiedzin. Maria.
Niedziela Mario - 24 minuty na polu / dworze. W tym miejscowa Kaplica. Na Południu Pada. Ja też tęsknię za swoim kotem. Miałaby dziś 22 lata. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńKażde żyjące z nami zwierzę ma w naszych sercach swoje miejsce. Serdecznie Cię pozdrawiam. Maria.
OdpowiedzUsuń