sobota, 6 czerwca 2020

Dzień za dniem...


Właśnie skończyłam sprzątanie jednej łazienki i usiadłam przed komputerem, aby trochę odpocząć przed rozpoczęciem sprzątania drugiej. Czego tam na półkach oprócz kurzu nie było. Były nawet takie przedmioty, co do zastosowania których miałam tak dużo wątpliwości, że pytałam Córkę i Zięcia do czego one mogą służyć. No ale jest zrobiony porządek i oddycham z ulgą. Nie wiem tylko, czy nasza kocica zaakceptuje nowe miejsce, w którym stoi kuweta. Wsunęłam ją pod szklaną półkę dosyć wysoko zawieszoną. Oczywiście kuwetę, a nie kotkę. Zobaczymy.
Dzień jest jakby specjalnie wybrany do robienia porządków w domu, bo na dworze pada deszcz. Słychać jak krople wody uderzają o parapet okna przy którym siedzę.

Pomidory posadzone w ogródku chyba się ukorzeniają, bo zmienia im się kolor nowych liści . Te wcześniejsze liście mają kolor wyblakłej zieleni, nowe są ciemnozielone.
Zaczęły się już pierwsze zbiory. Wyrywam młodziutką rzodkiewkę i czekam na sałatę, która też już ma piękne młode listki.

A co u mnie?  Przydałaby mi się rehabilitacja u pana Jurka. Myślę, że nawet trzy, cztery zabiegi już by coś poprawiły w moim znowu bolącym kręgosłupie. Na razie jednak nie ma mowy o żadnych wyjazdach. Po pierwsze - koronawirus. Po drugie - zasiedziałam się w domu i na działce. Wiem, że  w końcu będę się musiała z domu ruszyć. Mam jednak świadomość, że tak, jak trudno było przyzwyczaić się do aresztu domowego, tak teraz będzie trudno wrócić do dawnej aktywności.

Cisza. Ciemność nocy rozjaśnia tylko światło lampy. Moje myśli pędzą w dal. Niestety, nie wybiegają do przodu. To, co przed nami budzi niepokój. Bezpieczniejsze są podróże w przeszłość.
To, co minęło już nie wróci, ale to podstawa tego, co jest dziś.

Leopold Staff
Jak często...

Jak często, płosząc posępne cienie,
Powracam myślą w lata najmłodsze,
Gdy świat był jasny jak przebudzenie,
A kwaśne jabłka były najsłodsze;

Kiedy się śniły wielkie przygody:
Dzielnie w słabszego stanąć obronie
Lub tonącego wydobyć z wody,
Lub rozbiegane zatrzymać konie.

Kusiła dziuplą wierzba garbata,
Nęciła każda szpara w parkanie,
Lecz nocą strach brał przed końcem świata
Lub że kraść dzieci będą Cyganie.

I winy były w małych zuchwalcach,
Ale ich nie tknął jeszcze ślad błota,
I atramentu ślady na palcach
Były jedynym brudem żywota. 




19 komentarzy:

  1. A mnie Mario obudziła Pełnia Księżyca. Wieczorem też padał deszcz. Pozdrowienia ślę. Też miałem kotkę, szesnaście lat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. U nas ostatnio każdego dnia deszcz pada. No i rośnie zielsko. Jutro idę je wyrywać.

      Usuń
  2. Staffa wiersz przeniósł mnie natychmiast w czas, gdy atrament brudził palce... Przytulam Cię, Maryniu :) anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też dosyć często myślę o tych bezgrzesznych latach. Przytulam Cię mocno. Marysia.

      Usuń
  3. Ja tak skuteczne porządki na strychu zrobiłam, ze dziś szukałam plastikowego wiaderka i ... nie znalazłam !! ;((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ostatnio dosyć często czegoś szukam. A to portmonetka z kasą, a to okulary, bez których nie mogę czytać itd. Z szukaniem portmonetki mam przynajmniej spokój wewnętrzny, bo nigdzie, nawet na chwilę portmonetki nie kładę na żadnej ladzie sklepowej, gdy np. płacę. Portmonetka jest tylko u mnie w ręce, w kieszeni, ewentualnie w mojej reklamówce.

      Usuń
  4. Przed każdym remontem wyrzucamy z domu tyle rzeczy, ze zachodzi pytanie po co je kupiliśmy...czasem są to nietrafione prezenty.
    Uważaj na siebie, kręgosłup nie lubi nadprogramowego wysiłku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba z kręgosłupem pojadę do lekarza który mnie operował. Ale musi uspokoić się koronawirus.

      Usuń
  5. Piękny wiersz, dziękuję...tęskno...do bezgrzesznych lat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie bym te bezgrzeszne lata odwiedziła, ale po chwili chciałabym powrócić do czasu obecnego. Byłby to rodzaj odwiedzin takich, jak jazda w goście do rodziny i powrót do domu.

      Usuń
  6. Jak przestawiałam kuwetę, to informowałam o tym kota i mu pokazywałam. Nie było problemów.
    Przeszłość nas ukształtowała, ale staram się do niej nie wracać. Patrzę w przyszłość. Niezależnie od tego ile jej mam przed sobą, bo przecież nigdy nic nie wiadomo, wiem że bez przerwy oglądanie się za siebie, nic rozwojowego nie przyniesie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pomyślałam o tym, żeby kota poinformować o zmianie miejsca kuwety.Dziękuję za podpowiedź.
      Napisałaś jeszcze coś nowego i bardzo dla mnie ważnego, że oglądanie się za siebie nic rozwojowego nie przynosi. Będę o tym pamiętała.

      Usuń
  7. Wiersz cudowny.Moje pomidorki też zmieniają kolor liści.Werwa Cię dopadła na sprzątanie.Mam takie chwile że wywalam i myślę po co to kupiłaś.Pizdrawuam.Sezon lekarski u nas rozpoczęty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię wiersze Staffa. Do sprzątania została moi jeszcze druga kuchnia - graciarnia na piętrze. Na sprzątnięcie jej jeden dzień - to mało. Też Cię pozdrawiam.

      Usuń
  8. Ach ten Staff...
    - "Lub że kraść dzieci będą Cyganie."...
    - Mnie tak straszono w dzieciństwie. I popatrz - nie ukradli... Straszono też... kominiarzem... I nic... Teraz boję się otwierać lodówkę, by nie wyskoczył p. D**a z okrzykiem: - Chcę być prezydentem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja boję się, że on tak uwierzył w to, że jest świetnym prezydentem, że nie widzi nikogo, kto mógłby go godnie zastąpić na tym stanowisku. Przegrane wybory mogą być szokiem dla niego i dla wodza PiS-u. Ale dla mnie szokiem byłaby informacja, że on jednak te wybory wygrał.

      Usuń
  9. Rzeczy lubie sie czasami mnozyc, zdaje mi sie, ze ma to zwiazek z charakterem ich posiadacza ;)

    OdpowiedzUsuń

Skutki.

 Ostatnio więcej czasu spędzałam na działce, niż w domu, no i już są tego efekty. Zaczęłam potykać się o swoje własne nieumiejętności w pisa...