Dobrze, że moja córka zrobiła dla mnie trzy butelki ajerkoniaku, to się trochę pocieszam pociągając z kieliszka. Może dojść do tego, że zostanę alkoholikiem. Przecież każdy alkoholik miał jakiś powód, żeby w ten nałóg wdepnąć.
Dziś sama podcięłam sobie grzywkę, tak jak poleciały mi nożyczki. Włosy wchodziły mi już w oczy, a do fryzjera bałam się pójść. Ostrożność trzeba zachować wszędzie, a zanim zacznę wychodzić między ludzi, to włosy odrosną.
Nawet jak prawnuczek do nas przychodzi na naukę z jego babcią, a naszą córką, to w maseczce przemyka szybko do schodów i idzie na górę, na którą wtedy nikt z nas pradziadków nie wchodzi.
Ale czasy. Kto wcześniej mógł się spodziewać takich zagrożeń. Ale życie jest pełne niespodzianek. Miejmy nadzieję, że te następne będą to miłe i dobre niespodzianki.
Ale........
Gdy z wysokości swoich wielu już lat życia patrzę na to, co przeżywałam kiedyś i jak zmieniło to moje patrzenie na świat, na ludzi, na to, co pozostaje z różnych doświadczeń, to odnoszę wrażenie, że nie tylko całe życie się uczymy, ale że przykre nauki dają najwięcej.
Co by było, gdybym w swoim czasie nie dostała depresji i nie przeszła leczenia w Ośrodku Leczenia Nerwic? Ta depresja, która była, jak czarna chmura i prawie, mnie obezwładniła, a z której sama nie umiałam się wydobyć, też była lekcją życia. Pomogli mi świetni fachowcy, ale w trudnych sytuacjach znajduje się zwykle światełko w tunelu.
A co by było, gdybym po udarze i po niedowładzie nóg nie walczyła o sprawność, jak o tlen do oddychania.
W jakim miejscu byłabym dzisiaj, gdybym nie przeżyła wielu traum, które były nie tylko potrzebne, ale i konieczne, abym się znalazła w tym miejscu, w którym znalazłam się dziś. Jestem wdzięczna Losowi, czy Opatrzności za wszystko, co dostałam, łącznie z tymi bardzo trudnymi przeżyciami.
Gdy koronawirus już nas zostawi w spokoju, może bardziej docenimy to, co jest wokół. Przyrodę, to że żyjemy i że możemy być z innymi ludźmi. Być może nie będziemy tylko przechodzić obok. Może zainteresujemy się bogactwem, które jest w nas i obok nas.

Tak Mario, marzenia stawiają na nogi. Ja też dostałem sporo lekcji życiowych, ale się nie poddaję. Ale jutro o godzinie siedemnastej jest Konkurs Piosenki Eurowizji dla Dzieci - czyli Junior Eurovision Song Contest. Można już głosować na naszą reprezentantkę Alicję Tracz przez internet. Pooglądajmy. Wszak muzyka łagodzi obyczaje. Ja dziś w świetle dnia po szybkie zakupy - chleb, ciasto drożdżowe - bo tylko takie mogę jeść, dużo mleka i kwiaty bez okazji dla mej Mamy. Przesyłam pozdrowienia. Tego ajerkoniaku zazdroszczę. Ale używaj go Mario "z głową". Trzeba przeczekać wirusa. Nie ma innej rady. Wszędzie poza domem w masce. Ja nawet na klatkę schodową wychodzę w niej.
OdpowiedzUsuńGłosować przed występem na wskazaną "artystkę"! Telewizyjna Kur[ew]szczyzna w pełnym blasku.
UsuńJardian.
UsuńStaram się wszystko robić z głową, choć może nie wszystko mi się udaje tak, jak bym chciała. Pozdrawiam serdecznie.
Burnaburiasz.
UsuńWitaj! Cieszę się, że do mnie zajrzałeś. Zapraszam serdecznie do dalszych odwiedzin. Maria.
Grafika iście wiosenna, aż miło na sercu:-)
OdpowiedzUsuńDziadkowie mojej synowej, w Twoim wieku, Mario, codziennie popijają ajerkoniak po kieliszeczku i dobrze się mają, czego i Tobie życzę!
To jest nadzieja, że i mnie dobrze zrobi.Bardzo dziękuję.
UsuńGraficzne pawie oko urocze. I tekst optymistyczny mimo wszystko. Będzie lepiej, skoro tyle nadziei!❤️
OdpowiedzUsuńJakie byłoby życie bez nadziei. Tylko ona nas trzyma w tych niespokojnych czasach z COVIDEM-19 i z różnymi pomysłami i działaniami naszych rządzących.
UsuńMarzenia trzeba mieć, to fajna rzecz.Z ajerkoniakien trzeba uważać.Do południa były maluchy więc gimnastyka była przymusowa.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńMarzenia nas trzymają, szczególnie w tych trudnych czasach. A małe dzieci potrafią dać w kość. Ale co by to było za życie bez dzieci. Dzieci - to radość i wielkie szczęście.
UsuńMam podobne marzenia do Twoich i bardzo już tęsknię za normalnością i za swobodą życia. Obyśmy docenili i tę lekcję życia. Pozdrawiam i na zdrowie toast :)
OdpowiedzUsuńBoję się,że toastów wypiłam dziś zbyt dużo. W piwnicy stoi dwu lub trzyletnia nalewka alkoholowa na malinach z naszego ogrodu i wcale mnie do niej nie ciągnie. A ajerkoniak mogę pić w sporych ilościach, czyli dwa trzy kieliszki dziennie. I to bez żadnego kaca. Kaca mam, jak ajerkoniaku nie wypiję.Serdeczności przesyłam.
OdpowiedzUsuń