Gonitwa myśli w głowie wycisza się. Czytam poezję Leśmiana i zastanawiam się dlaczego właśnie ta poezja tak do mnie trafia. Mam tomiki także innych poetów i bardzo lubię ich utwory. Ale ukochanym moim poetą jest Leśmian. Wiersze Leśmiana mogę czytać o każdej porze roku i o każdej porze dnia. Działają na mnie jak balsam na ciało. Gdybym chciała dokładnie określić, co mnie tak pociąga w tej poezji, to trudno byłoby mi to wyrazić. Widzę magię słowa i zachwycam się nią. Urzekają mnie zaskakujące skojarzenia, uroda życia i miłość do wszystkiego. Poezja Bolesława Leśmiana to dar pisania w piękny poetycki sposób o ludziach kalekich, o źdźbłach trawy, o krzywej wierzbie. Poeta wielbi świat we wszelkich jego przejawach.
Wiersz Urszula Kochanowska zrobił na mnie takie wrażenie, że nauczyłam się go na pamięć, a z uczniami, gdy jeszcze pracowałam w szkole nagrywałam (bo praca jakiś czas trwała) Tren VIII z podkładem muzycznym, którym była: Aria na strunie g z III Suity orkiestrowej D-dur BWV 1068 | Jana Sebastiana Bacha. Z tego co uczniowie mówili wynikało, że bardzo im się taka praca podobała.
Dziś wybrałam trzy utwory poetyckie tego poety.
Bolesław Leśmian - poezja
Zwiewność
Brzęk muchy w pustym dzbanie, co stoi na półce,
Smuga w oczach po znikłej za oknem jaskółce.
Cień ręki - na murawie... A wszystko - niczyje,
Ledwo się zazieleni - już ufa, że żyje.
A jak dumnie się modrzy u ciszy podnóża!
Jak buńczucznie do boju z mgłą się napurpurza!
A jest go tak niewiele, że mniej, niż niebiesko...
Nic, prócz tła. Biały obłok z liliową przekreską.
Dal świata w ślepiach wróbla. Spotkanie traw z ciałem.
Szmery w studni. Ja - w lesie. Mgłą byłeś? - Bywałem!
Usta twoje - w alei. Świt pod groblą w młynie.
Niebo - w bramie na oścież... Zgon pszczół w koniczynie.
Wstążka zmarłej dziewczyny na znajomej darni,
Słońce, co chwiejnie skacząc, źdźbli się w łzach deszczarni.
Wiara fali w istnienie za drugim nawrotem
I wołanie o wieczność w jaśminach za płotem.
Chód po ziemi człowieka, co na widnokresie,
Malejąc, łatwo zwiewną gęstwę ciała niesie
I w tej gęstwie się modli i gmatwa co chwila
I wyziera z tej gęstwy w świat i na motyla.
Smuga w oczach po znikłej za oknem jaskółce.
Cień ręki - na murawie... A wszystko - niczyje,
Ledwo się zazieleni - już ufa, że żyje.
A jak dumnie się modrzy u ciszy podnóża!
Jak buńczucznie do boju z mgłą się napurpurza!
A jest go tak niewiele, że mniej, niż niebiesko...
Nic, prócz tła. Biały obłok z liliową przekreską.
Dal świata w ślepiach wróbla. Spotkanie traw z ciałem.
Szmery w studni. Ja - w lesie. Mgłą byłeś? - Bywałem!
Usta twoje - w alei. Świt pod groblą w młynie.
Niebo - w bramie na oścież... Zgon pszczół w koniczynie.
Wstążka zmarłej dziewczyny na znajomej darni,
Słońce, co chwiejnie skacząc, źdźbli się w łzach deszczarni.
Wiara fali w istnienie za drugim nawrotem
I wołanie o wieczność w jaśminach za płotem.
Chód po ziemi człowieka, co na widnokresie,
Malejąc, łatwo zwiewną gęstwę ciała niesie
I w tej gęstwie się modli i gmatwa co chwila
I wyziera z tej gęstwy w świat i na motyla.
Dookoła klombu
Dookoła klombu wzbiera ciszą śmierci południa upalność, —
Dokoła mego klombu — zgiełk i niewidzialność!
Grzmią wozy, chrapią konie i dzwonią kopyta, —
Lśni kurzawa, ku słońcu bezrozumnie wzbita!
Wciąż dokoła, dokoła... Wciąż tą samą drogą!...
Słychać wszystko i wszystkich — nie widać nikogo!
Pędzą z szumem tysiąca oszalałych borów,
Wykrzykując gwiazd nazwy i nazwy przestworów!
Brak im miejsca! Ścisk we śnie! Aż próżnia się mroczy!
Czy to — byt, czy to — niebyt tak wrzawnie się tłoczy?
Nic nie ma, prócz pośpiechu! Gdzie teraz ich — ciało?
I czy ciągle się staje to, co raz się stało?
Zdaje mi się, że pęd ich mam w uszach i skroni, —
I że lecę wraz z nimi, jeżeli to — Oni!...
A gdy wrzawa zamilka i cisza się dłuży,
Zdaje mi się, żem stanął u celu podróży...
Dokoła mego klombu — zgiełk i niewidzialność!
Grzmią wozy, chrapią konie i dzwonią kopyta, —
Lśni kurzawa, ku słońcu bezrozumnie wzbita!
Wciąż dokoła, dokoła... Wciąż tą samą drogą!...
Słychać wszystko i wszystkich — nie widać nikogo!
Pędzą z szumem tysiąca oszalałych borów,
Wykrzykując gwiazd nazwy i nazwy przestworów!
Brak im miejsca! Ścisk we śnie! Aż próżnia się mroczy!
Czy to — byt, czy to — niebyt tak wrzawnie się tłoczy?
Nic nie ma, prócz pośpiechu! Gdzie teraz ich — ciało?
I czy ciągle się staje to, co raz się stało?
Zdaje mi się, że pęd ich mam w uszach i skroni, —
I że lecę wraz z nimi, jeżeli to — Oni!...
A gdy wrzawa zamilka i cisza się dłuży,
Zdaje mi się, żem stanął u celu podróży...
Południe
Obłok blaskiem sam siebie zaćmiewa w upale,
Dno błękitem przeciera, lub nie ma dna wcale.
Rumianek, co w tych żarach biel gubi cudacznie,
Trzykroć w nic się odzłoci, nim kwiatem być zacznie...
Płat murawy od wzgórza całą źdźbeł bezsiłą
Zielenieje mi w oku — w skrócie i pochyło...
Głos od brzmienia własnego w tej ciszy odwyka,
Nie chce mu się być głosem — bez żalu zanika.
Drwal, nogi rozkraczywszy, z zadumą snu szczerą
W pień uderza zbłyskaną od słońca siekierą.
Echo się do uderzeń opóźnia o mgnienie,
A ja właśnie to drobne chwytam opóźnienie
I, nim odgłos siekiery osobno dolata,
Całe niebo przeżywam i zwiedzam pół świata!
W tych przerwach między echem a ciosów bezgwarem
Dusza moja, z niczego zrodzona nad jarem,
Szuka wolnej umieszczki dla trwania na nice,
Dla istnienia na opak, dla tchu — w tajemnice!
Nie wie o tem siekiera, że w ten dzień słoneczny
Pracuje na baśń moją, na mój żywot wieczny!
I że w jedną jedyną bezbrzeż się zespala
Jej połysk i pnia wygłos — mój sen i ruch drwala!
Że echo do uderzeń opóźnia się czaru,
By snom dać krztynę czasu na wstęp do bezmiaru!
Dno błękitem przeciera, lub nie ma dna wcale.
Rumianek, co w tych żarach biel gubi cudacznie,
Trzykroć w nic się odzłoci, nim kwiatem być zacznie...
Płat murawy od wzgórza całą źdźbeł bezsiłą
Zielenieje mi w oku — w skrócie i pochyło...
Głos od brzmienia własnego w tej ciszy odwyka,
Nie chce mu się być głosem — bez żalu zanika.
Drwal, nogi rozkraczywszy, z zadumą snu szczerą
W pień uderza zbłyskaną od słońca siekierą.
Echo się do uderzeń opóźnia o mgnienie,
A ja właśnie to drobne chwytam opóźnienie
I, nim odgłos siekiery osobno dolata,
Całe niebo przeżywam i zwiedzam pół świata!
W tych przerwach między echem a ciosów bezgwarem
Dusza moja, z niczego zrodzona nad jarem,
Szuka wolnej umieszczki dla trwania na nice,
Dla istnienia na opak, dla tchu — w tajemnice!
Nie wie o tem siekiera, że w ten dzień słoneczny
Pracuje na baśń moją, na mój żywot wieczny!
I że w jedną jedyną bezbrzeż się zespala
Jej połysk i pnia wygłos — mój sen i ruch drwala!
Że echo do uderzeń opóźnia się czaru,
By snom dać krztynę czasu na wstęp do bezmiaru!

Ja tak w połączeniu poprzedniego wpisu z aktualnym: dopóki prowadzisz bloga, dopóki masz swojego ukochanego poetę, dopóki snujesz plany na zagospodarowanie działki...itd, itd, to Alzheimerem możesz się nie przejmować! ;))
OdpowiedzUsuńBardzo ważne jest usłyszeć takie słowa, lub je przeczytać. Bardzo Ci dziękuję i ściskam mocno.
UsuńPoezje kocham całą, no prawie całą ;)
OdpowiedzUsuńB. Leśmiana za cudne opisy przyrody jego wyjątkowym poetyckim językiem, ale Kroniki Olsztyńskie K.I.Gałczyńskiego trącają we mnie najwyższe struny wrażliwości
"Tęcza mosty rozstawia.
Jak Wenus pachnie szałwia.
Ptak siada na ramieniu.
Komar płacze w promieniu.
W dzień niebo się zaśmiewa,
a nocą się rozgwieżdża,
gwiazdy w gniazda spadają.
Żal będzie stąd odjeżdżać."
Dużo tomików wierszy poginęło mi przy trzech przeprowadzkach, gdzieś mi się zapodziała Iłłakowiczówna i Poświatowska, i jeszcze kilka innych, ach i jeszcze Jasnorzewska :)
"Chmury błyskawicą podpięte
i grad lecący na głowę
jak anielskie cukierki lodowe
z wysokości tysiąca pięter."
Takie cukierki kilka lat temu zniszczyły mi samochód, może jednak to szatańskie cukierki ;)
Pozdrawiam.
Wkradł mi się BYK, miało być oczywiście KronikA OlsztyńskA.
UsuńPoezja, to dla mnie umiejętność patrzenia na świat i ludzi oraz zdolność dostrzegania tego, czego inni często nie zauważają w naszym zagonionym świecie i zaprezentowanie odbiorcy w zwięzłej, pięknej poetyckiej formie. Serdeczności. Maria.
UsuńLeśmian jest niepowtarzalny i znakomicie się go czyta, zwłaszcza gdy ktoś lubi zabawy słowem:-)
OdpowiedzUsuńMasz rację. Mnie u Leśmiana urzekają nie tylko zabawy słowem, ale także wrażliwość i magia słowa. Serdecznie pozdrawiam. Maria.
OdpowiedzUsuńA mnie zachwyca proza, ale taka nietuzinkowa, która mogłaby być poezją. A może to poezja słowa w prozie? Jednym z takich autorów jest dla mnie Reymont. Jego opisy pór roku powalają mnie na poduszki.
OdpowiedzUsuńZgadzam się z Tobą co do słowa. Poezję można znaleźć także w prozie. Chłopi Reymonta i Colas Breugnon Romain Rollanda to moje ulubione książki, do których dosyć często wracam. W tych książkach można się dopatrzyć poetyckiego słowa w opisach i nie tylko. Serdeczności przesyłam. Maria.
OdpowiedzUsuńMario, a znasz takiego chłopskiego poetę Jana Pocka ? Pisał jeszcze za komuny, teraz go już chyba nie wydają. Znam tego poetę (nie osobiście), bo był znajomym mojego Taty. Dziwne losy tego pana Pocka spotkały, od pługa do Stowarzyszenia Twórców Ludowych, ale mam tomik wierszy, do których lubię zaglądać. Pisze bardzo pięknie.
OdpowiedzUsuńWiersz : Jesień
bure
jak skrzydła ćmy
stoją
nad rżyskami
pól
jesienne mgły
przytulone
do dróg
drzewa
sypią na czarne
zagonów skronie
ulewą liści
złotą jak płomień
nad potokami miedz
na zboczach
wzgórz
majaczą
zimorodki
krów
Cudny ten wiersz, nie znałam...
UsuńOjej, tomik Jana Pocka dostałam w nagrodę w konkursie recytatorskim na początku podstawówki! Gdzieś go powinnam mieć, muszę poszukać :)))
UsuńWiersz piękny. Chwyta za serce. Nie znałam do tej pory twórczości pana Pocka. Znalazłam kilka jego wierszy w internecie. Oto jeden z nich.
OdpowiedzUsuńNie gardź
Modlitwą moją nie gardź, o Chryste,
lecz w dłonie swoje ją weź
i z góry razem z deszczem rzęsistym
podlej jaśminy i bez.
Modlitwą moją nie gardź, o Chryste,
modlitwą prostą jak wiersz,
w dzban ją pozbieraj jak kraśne wiśnie
i z rosą wysyp na wieś.
Serdecznie Cię pozdrawiam i dziękuję za wiersz i informacje o twórczości pana Pocka. Maria.
Wszystkie wiersze cudowne.Leśmian to mistrz.Kto by pomyślał że takie maleńkie rzeczy,zjawiska ,kropelki można tak cudownie zebrać w cudowne wiersze.Opisy Orzeszkowej w książce "Nad Niemnem "tez uwielbiam .Orzeszkowa wyrzucona z lektur szkolnych.Szkoda.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńKocham poezję Leśmiana od czasów liceum. W ogóle poezję uwielbiam i zaczytuję się liryką bez końca. Pozdrawiam pokrewną duszę, Pola :)
OdpowiedzUsuńhttps://wokolciebie.blogspot.com/2019/09/oniryzm.html
Uwielbiam Leśmiana. W 2000 roku pisałem o nim Pracę Klasową. Moja polonistka nawet podważyła, że sam ją pisałem. Ale "pisane" miałem zawsze . Pozdrawiam Na Nowiu w znaku Skorpiona :)
OdpowiedzUsuń