Dziś byłam w szpitalu okulistycznym na kontroli. Oko podobno mi się goi. Pan doktór zakwalifikował mnie do operacji drugiego oka. Termin dostanę telefonicznie. Cieszę się, bo lepsze widzenie, to ważna sprawa.
Grafika mi wyszła w błękitach i w szarości. Ta szarość chyba emanuje ze mnie.
Nie dosyć, że późna jesień jest pełna naturalnej melancholii i szarości, to jeszcze dodatkowo mój nastrój jest minorowy, chociaż trudno mi ustalić, co na to wpłynęło.
Dzisiejszy wpis będzie króciutki. Wróciłam z Warszawy rozbita, chociaż syn zawiózł mnie na miejsce samochodem i przywiózł z powrotem. Gdy będę miała operację drugiego oka, też syn mnie zawiezie i przywiezie. Przy operacji pierwszego oka jeździł ze mną zięć. Czuję się zaopiekowana i jestem wdzięczna moim bliskim, ale ja lubię być samodzielna. Mam wtedy świadomość, że jeszcze sobie sama radzę nawet w podróży pociągiem do Warszawy, a poza tym nie lubię zabierać czasu moim bliskim. Nie chcę pełnić roli mimozy uwieszonej na kimkolwiek.
Ponieważ jednak jestem zaawansowaną wiekiem osobą i zwyczajnie boję się demencji i choroby Alzheimera, dlatego szukam różnych informacji na ten temat. Wydaje mi się, że znaleziona przeze mnie rozmowa pani redaktor z bardzo sympatycznym panem doktorem Michałem Sutkowskim może zainteresować nie tylko mnie, ale także inne osoby. Dlatego tę rozmowę wstawiam do swojego bloga.

Czytając Twój blog, człowiek Mario nabiera optymizmu. Cieszę się, że jest progres u Ciebie. Serdeczności ślę :)
OdpowiedzUsuńWłaśnie wróciłem ze spaceru. Ale noc -spałem tylko 5 godzin. Na szczęście mam Lorafen pod ręką.
UsuńWitaj!
UsuńNie znam Cię, więc delikatnie zapytam - czy przed wzięciem lorafenu przeczytałeś o skutkach ubocznych tego lekarstwa? Pytam się, bo mam do czynienia z tymi skutkami. Więc proszę - przeczytaj przed zażyciem....
Cieszę się, że tak odbierasz to, co piszę.
OdpowiedzUsuńJeżeli coś w moim życiu bardzo mi przeszkadza normalnie żyć (np. kiedy wystąpiła u mnie ciężka depresja lub później niedowład nóg), to, po okresie buntu i rozpaczy, zaczynam kombinować, co zrobić, żeby było lepiej. Obserwuję siebie, co się dzieje z moim ciałem i w którym momencie dnia. Sama starałam się ustawić stopę w prawidłowej postawie, gdy zorientowałam się, że chodzę na zewnętrznej jej krawędzi. Gdy miałam depresję (dawno temu) i środowisko zawodowe zaczęło mi się przyglądać, czy jestem normalna, to zaczęłam szukać sposobu na to, żeby sobie samej udowodnić, że wszystko jest w porządku (poszłam wtedy na przerwane wcześniej studia polonistyczne)I szukam pomocy i próbuję do skutku. Jeśli mój sposób pokonywania różnych przeszkód podoba Ci się, to dla mnie jest to znak, że warto brać swoje sprawy w swoje ręce. Serdecznie Cię pozdrawiam.
Dziękuję Ci Mario za tak głęboki wpis. Wszyscy z czymś walczymy.
UsuńWszyscy walczymy i wszyscy mamy swoje sposoby. Ważne jest według mnie, żeby się nie poddawać.
UsuńSamodzielność jest ważna, ale to nie grzech skorzystać z pomocy, nawet dla bezpieczeństwa.
OdpowiedzUsuńTeściowa koleżanki ma Alzheimera, straszna choroba dla całej rodziny...
Wiem, że to straszna choroba, a ponieważ mam swoje lata, to trzęsę się, aby jej nie dostać.
OdpowiedzUsuńMarysiu nie myśl tak o tych chorobach, tyle werwy i energii u Ciebie a że są gorsze dni? każdy je ma.Zrobiłaś dla siebie bardzo dużo.Super że z okiem wszystko w porządku .Pomoc jest ważna, i nalezy dać sobie pomóc, to miłe ze raz syn ,raz zięć zawiózł, świadczy to ze to dobrzy ludzie, że zalezy im.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńNie pisałam o pomocy, tylko o uwieszaniu się na kimś. Tego nie lubię.
OdpowiedzUsuńMarysiu - nie trzeba myśleć pesymistycznie.
OdpowiedzUsuńPrzecież radzisz sobie pod każdym względem.
A Twoje wpisy na blogu świadczą o tym, że jesteś ciągle młoda.
Serdecznie Cię pozdrawiam.
I zapraszam do siebie na rocznicę...
Bardzo Ci dziękuję za ciepły komentarz. Już idę do Ciebie.
OdpowiedzUsuńWiem, ze bardzo boicz sie demencji, ale... poczytaj, co i jak piszesz, i daj sobie powiedziec, ze to pisze nie osoba z demencja, nawet nie poczatkowa ;D
OdpowiedzUsuńBardzo Ci dziękuję za to, że uspokoiłaś moje niepokoje.Dla mnie to wielka sprawa. Buziaki.
OdpowiedzUsuńMaryniu, kolory w grafice moje ulubione, więc jest przepiękna. Jesteś młoda duchem i wiele z nas wciąż się od Ciebie uczy podejścia do problemów, pokonywania ich, walki z samą sobą, nieustannego rozwoju itp., itd. Więc nie myśl o złych rzeczach bo one generują złe energie. Cudownie, że masz kochającą rodzinę gotową do pomocy bez proszenia. A, przepraszam, jak sobie wyobrażasz samodzielnie jechać z zaklejonym okiem? Męża też chłopcy zawozili. Uśmiechnij się do świata, czyli do nas! Napisz następne wspomnienia. A w ogóle wpadnij do mnie bo dawno nie byłaś, pooglądaj zdjęcia i poczytaj. Maryniu, jesteś nam tutaj potrzebna i nie martw się niepotrzebnie. Najserdeczniejsze buziaki :)))
OdpowiedzUsuńPrzede wszystkim bardzo Ci dziękuję za cieplutki i mocno mnie motywujący do pisania komentarz. Zastanowiłam się nad tym, jakie wspomnienia przywołać i napisać o nich. Myślę, że coś znajdę. Moc buziaków. A do Ciebie już pędzę.Na swoje usprawiedliwienie napiszę, że ostatnio skoczyło mi ciśnienie i chociaż obecnie jest ono już w normie, to cały czas czuję głowę i bardzo mnie to niepokoi.
OdpowiedzUsuńAniu! Mogę czytać to, co napiszesz u siebie, ale moje komentarze nie nie są publikowane. I nie jest to pierwszy raz. Dopóki sprawa mojego komentowania u Ciebie się wyjaśni, to po przeczytaniu Twojego tekstu swoje komentarze dla Ciebie będę zamieszczała u siebie. Oto pierwszy:
OdpowiedzUsuńByłam u Ciebie. Czytałam . Mój komentarz, który nie pozwolił się opublikować:
Masz wielki dar. Twoje pisanie jest ciekawe i trzymające czytającego w napięciu, co będzie dalej.
Maryniu, ciekawe dlaczego nie widać Twoich komentarzy. Może spytaj jakąś mądrą głowę, co się zna na tych komputerach i internetach, żeby pomogła. Ja nie wiem jak, buuu :(
UsuńTwoje zdanie na temat mojego pisania jest dla mnie bardzo ważne i strasznie Ci dziękuję. Całusy :))))