Już połowa listopada. Przyroda szykuje się do zimowego snu. Ptaki karmione przez cały rok, siedzą w dużym krzewie kiwi o miniaturowych owocach, który rośnie w ogrodzie i reagują głośnym, radosnym wrzaskiem na widok mojego Męża z miską ziarna w rękach.
Co jakiś czas ptak zmylony naszymi oknami znajdującymi się naprzeciwko siebie uderza w okno i spada na dół. Wtedy ja lub mój Mąż pędzimy do ogrodu sprawdzić po pierwsze, czy żyje, a po drugie, czy nie dopadły go nasze psy, albo kotka. A kotka lubi siedzieć na parapecie i oblizuje się na widok fruwających gości. Odkąd pojawiła się w naszym domu zniknęły myszy, które siedziały w wąskim korytarzyku za szafkami w kuchni. Były i nie ma ich. Za to przez pewien czas znajdowaliśmy w mieszkaniu na podłodze mysie zwłoki.
Nigdy nie przypuszczałam, że ptaki tworzą taką zgraną czeredę i reagują głośnym wrzaskiem na niebezpieczeństwo zagrażające jednemu z nich.
Kiedyś usłyszałam silne uderzenie w szybę. Szybko wybiegłam z mieszkania, po drodze chwytając tylko rękawice. Leżącego pod oknem ptaka dopadłam przed psami. Był dosyć duży. Podniosłam go rękami w grubych rękawicach, a ten natychmiast ocknął się i podniósł ptasi wrzask. Na to odpowiedziały ptaki siedzące na krzewie kiwi, a było ich sporo i wśród takiego ptasiego koncertu przyniosłam bezpiecznego już ptaka i położyłam go na półeczce przed drzwiami domu. Miał skrzywiony dziób. Dopilnowałam tylko, aby kotka nie wychodziła na dwór, choć bardzo się o to dopominała. Ptak posiedział na półeczce chwilę i spróbował pofrunąć. Udało mu się. Poleciał.
Następnego dnia na półeczce przed domem zobaczyłam, że siedzi ptak ze skrzywionym dziobem. Nie pozwolił mi zbyt blisko do siebie podejść, ale nie był wystraszony. Chwilkę posiedział i pofrunął. Odniosłam wrażenie, że było to podziękowanie za ratunek i pomoc i jednocześnie pożegnanie.
I druga historia.
Kiedyś moja Córka wyszła z domu i zobaczyła leżącego na ziemi małego pisklaczka. Ostrożnie go podniosła, zabrała do domu i zadzwoniła do pani, która jest lekarzem weterynarii z pytaniem, jak obchodzić się z takim maleństwem, bo on sam bez pomocy nie przeżyje. Pani poradziła, aby włożyć malca do pudełka z watą, aby miał, cieplutko i aby próbować go karmić białym serem, na który kazała napluć, bo pokarm ze śliną dorosłe ptaki podają dzieciom. No i ptaszek rósł, co jakiś czas zmieniana była dieta, ptaszek zaczął fruwać, zasrał całe mieszkanie, ale żył i czuł się dobrze.
Pewnego ciepłego dnia moja Córka zauważyła na rosnącym przed domem drzewie dorosłego ptaka, który patrzy w okno i głośno ćwierka. Mały ptaszek odpowiedział. Córka otworzyła okno, maluch wyfrunął i..... - Mamo! - powiedziała moja Córka - Mały ptaszek pofrunął do tego dużego, dotknęły się dziobkami, jakby się całowały, a ja się poryczałam.
Moja Córka mieszka w Bieszczadach i jest miłośniczką zwierząt. Kiedyś zaczął przychodzić do niej lisek i wyjadał karmę postawioną dla kotów. Ten lisek z czasem tak się oswoił, że wchodził do mieszkania, a z moją Córką grał w odbijanie piłki. Ona mu rzucała, a on podbijał ją do góry. Niestety trafił się myśliwy, który lisa zobaczył, a lis to cel do strzału i liska zabił.
Ten blog jest pisany przez kobietę w zaawansowanym wieku, która jest ciekawa świata i ludzi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Skutki.
Ostatnio więcej czasu spędzałam na działce, niż w domu, no i już są tego efekty. Zaczęłam potykać się o swoje własne nieumiejętności w pisa...
-
Od rana jestem bardzo niespokojna. Niby nic mi nie jest, a źle się czuję. Mam ucisk w głowie i pojawiają się same niepokojące myśli. Siadam ...
-
Ostatnio więcej czasu spędzałam na działce, niż w domu, no i już są tego efekty. Zaczęłam potykać się o swoje własne nieumiejętności w pisa...
-
Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam Wszystkim dużo zdrowia, spokoju i miłego spotkania przy rodzinnym stole. Niech...

Historie jak z bajki:)
OdpowiedzUsuńBo czasami na świecie dzieją się takie historie, że wyglądają jak z bajki.
UsuńPiękne opowieści, dawka optymizmu na jesienną szarugę:-)
OdpowiedzUsuńU nas na balkonie były gniazda jaskółek, w czasie burzy jedno spadło i przy pomocy sąsiada włożyłam pisklęta do gniazd na moim i sąsiedzkim balkonie:-)
Cieszę się, że podobały Ci się moje opowieści.
UsuńCiekawe opowieści! Z przyjemnością przeczytałam. :)
OdpowiedzUsuńCieszę się. Dziękuję za miły komentarz.
UsuńPiękne historie. Szkoda tego oswojonego liska :(
OdpowiedzUsuńBardzo szkoda. Nie lubię zabijania zwierząt. One też mają prawo żyć.
OdpowiedzUsuńPiękny post Mario. Jest mglisto i szaro, wszak Słonko w Skorpionie, a jutro w Raku. Serdeczności ślę :)
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję za cieplutki komentarz. Maria.
UsuńZwierzeta sa niesamowite, nie uczlowieczajac ich, nie mozemy im jednak odmówic uczuc.
OdpowiedzUsuńMyślę, że przyroda jako całość nie jest wciąż dogłębnie zbadana. Czytałam, że drzewa starają się sobie pomagać, oczywiście wykorzystując inne możliwości niż wykorzystujemy my ludzie. A zwierzęta coraz częściej są wprowadzane do szpitali, aby zmniejszyć niepokój pacjentów przed różnymi zabiegami. Informacje te znalazłam w naszej prasie.
UsuńPięknie opiekujecie paszkami a historie córki niesamowite.Wspaniałe się to czyta.
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę, że mój ostatni wpis podobał Ci się.
OdpowiedzUsuńBardzo ładna historia, można dzieciom na dobranoc opowiadać.Sama się przekonałam że zwierzęta się komunikują ze sobą,u mnie przed obcymi ostrzegają sroki.
OdpowiedzUsuńMaryniu, poryczałam się dwa razy podczas czytania tego wpisu. Raz z rozczulenia gdy ptaszki się odnalazły, a drugi z bezsilnej wściekłości. Nienawidzę myśliwych i nie płakałabym, gdyby się wzajemnie wystrzelali. Przepraszam, ale tak czuję.
OdpowiedzUsuń