Któregoś dnia poszłam do sklepu spożywczego po zakupy. Sklep spory samoobsługowy. Każdy sam wybiera sobie te artykuły spożywcze, które chce kupić. Przeszłam jedną alejkę, przeszłam drugą, weszłam do trzeciej i na półce prawie na wprost moich oczu zobaczyłam puszkę z napisem - konserwa. Natychmiast oczami wyobraźni zobaczyłam puszkę z konserwą, która kiedyś była rarytasem. Mięso było zmielone, odpowiednio doprawione. No i ten smak. Trudny do zapomnienia. Konserwa natychmiast znalazła się w moim koszyku. Wiedziałam, że wojskowa konserwa jest bardzo dobra i myślałam, że może ona trafiła do sklepu. W domu puszkę wstawiłam do lodówki. Następnego dnia wyjęłam konserwę i mąż puszkę otworzył. Zawartość wyglądała bardzo obiecująco. Ukroiłam kawałek chleba i położyłam na nim cienki plasterek konserwy. Już pierwszy kęs mnie zniesmaczył. Konserwa zupełnie nie przypominała tej dawnej. Mój mąż, widząc moją minę, zdecydował się na chleb z serkiem, a ja konserwę wyniosłam do piwnicy, pokroiłam ją w kostkę i dodałam do psich misek, w których były już ugotowane kostki i mięso z drobiowych korpusów. Moje zdziwienie było ogromne, gdy okazało się, że psy wybrały kości z resztkami kurczaka, a pozostawiły nietkniętą konserwę.
A ja zadałam sobie pytanie. Skąd ta różnica w smaku?
Moje niedopatrzenie, że nie sprawdziłam, kto konserwę wyprodukował, ani z jakiego mięsa była zrobiona.
👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏👏
Upały skończyły się na szczęście. Teraz prawie każdego dnia pada deszcz. W ogródku już widać jesień. Pędy ogórków już są wyrwane. Na pustym miejscu posiałam sałatę na późniejszy zbiór. Nie wiem, czy urośnie, ale zobaczymy.
Teraz czas na robienie zapasów. W kuchni stoi już 40 kilogramów pomidorów na przecier. To robota na jutro. Robienie przecieru - to pestka. Nie lubię tylko mycia słoików, ale jak trzeba to trzeba. Co trzy dni zbieram maliny i robię z nich sok na zimę. Papryka zielona wisi jeszcze na krzakach. Rządek czerwonych buraków po zebraniu z ogródka też trafi do słoików. Nie mam gdzie przechowywać warzyw. Piwnica jest ciepła i warzywa by się zmarnowały, a w słoikach stoją gotowe i zapasteryzowane. Czekają aż podam je na talerzach do drugiego dania. Tak, że nie obijam się jak grucha, tylko zawijam rękawy i biorę się do roboty.
👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱👱
Jedno mnie tylko martwi. PAMIĘĆ. Wstawiam garnek z jakąś potrawą na gaz i za moment już o nim zapominam. Zwykle zdarza się to, gdy staram się robić dwie rzeczy na raz, np, gotuję obiad na gazowej kuchni i siadam aby obejrzeć jakiś program w telewizji. Wtedy zapominam o całym świecie i za chwilę mam przypalony garnek. W taki sposób przypaliłam tych garnków już kilka i gdyby nie to, że znalazłam w internecie świetny przepis, jak pozbyć się spalenizny, to musiałabym ciągle dokupować nowe naczynia.
Ale jeszcze nie ma co narzekać. Chodzę, pracuję, raczej logicznie myślę, więc nie jest tak źle. I mam nadzieję, że dalej nie będzie gorzej niż jest.
Ale żal tych dawnych, pięknych kolorowych chwil. Pojawiają się one tylko we wspomnieniach, do których tak chętnie wracam. Wracam teraz, gdy są już za mną. Wtedy, gdy były rzeczywistością, wszystko wydawało się takie zwyczajne i banalne.
Na zakończenia Sentymentalny świat w wykonaniu Jerzego Połomskiego.
Jerzy Połomski - Sentymentalny świat

Bardzo dobrze sobie radzisz Mario. Nareszcie chłodniej, i mamy Pełnię, którą ja źle zresztą znoszę. Przesyłam pozdrowienia.
OdpowiedzUsuńZaprzeczyłem sobie :) Ciężki dzień miałem. Cztery razy schodziłem, a mieszkam na czwartym piętrze. Grunt, że będzie coraz chłodniej.
UsuńA ta historia z konserwą - jest bardzo ciekawa.
UsuńNiegdyś uwielbiałem :)
UsuńTe cztery razy wchodzenia to tak jakbyś wszedł pieszo na 16 piętro. Nic dziwnego, że ciężko Ci było. Ja kiedyś bałam się jeździć windą i weszłam pieszo na dziewiąte piętro. Bardzo byłam wtedy zmęczona po tej wspinaczce.
OdpowiedzUsuńTrzeba postawić jeszcze jedno pytanie – co nam świat daje do jedzenia, że nawet pies tego nie ruszył?
OdpowiedzUsuńZ radością potwierdzam, że upały zażegnane. :) Jest deszczowo, ale to naprawdę wspaniała ulga i nie narzekam. Niech sobie siąpi.
Też zauważyłam jesień. Na niektórych drzewach.
Jeśli nie stoję cały czas w kuchni, to też zapominam, że coś wstawiłam i muszę sobie nastawić budzik, który mi o tym przypomni.
Też postawiłam sobie pytanie, co nam producenci oferują do jedzenia. Toteż co tylko mogę, to sama staram się zrobić nawet z warzyw. Dziś siedzę przy przerabianiu pomidorów. Kupiłam ich dwie skrzynki, czyli 40 kg. i będzie z nich przecier pomidorowy na zimę.
UsuńJaka piękna grafika dzisiaj się ukazała.Jest chłodniej to i lepiej się pracuje, ja robię powidła.Ostatnie 2 dni strasznie padało u nas.Moze dzisiaj uda się pójść po kolejną partię węgierek.Tez mam ciepłą piwnicę i co się da ładuje do słoików.
OdpowiedzUsuńPowidła śliwkowe , niestety, kupuję. Nie dowierzam, że sama potrafiłabym je zrobić. Wiem, że długo trzeba je dusić, a one lubią się przypalać.
UsuńWitaj Mario. Ja dziś między 14:27 a 14:45 zaliczyłem miejscowe, osiedlowe zakupy. Wszyscy w maskach. W sobotę idę na cmentarz, a dziś jest Pełnia. Ma być widoczna. Serdecznie pozdrawia były nauczyciel :)
OdpowiedzUsuńTakże serdecznie Cię pozdrawiam.
UsuńKiedyś mięsne konserwy były rarytasem, dziś są byle jakie. Nawet szynka Krakusa nie jest już taka jak kiedyś. Praktycznie konserw mięsnych nie kupuję. Lubię tylko awaryjnie mieć w domu jedną, dwie konserwy rybne- te nadal są zjadliwe!
OdpowiedzUsuńGrafika bardzo optymistyczna! :))
Ja też nie lubię kupować przetworzonego mięsa, ale tym razem skusiłam się. Teraz już wiem, że lepiej kupić np, udka z kurczaka i je upiec, a nie kupować byle czego.
OdpowiedzUsuńPodobno zdrowsze pod względem składu i apetyczne z wyglądu są puszki dla psów i kotów...
OdpowiedzUsuń