czwartek, 24 września 2020

Wstał nowy dzień.

 Jest godzina 8,15.  Rano wstałam zamyślona. 

Przyśniło mi się, że jestem w jakimś dużym mieście. Domy z czerwonej cegły. Dużo ulic, a ja wiem, że tu mieszka moja śp. Siostra. Wiem, że jej mieszkanie jest malutkie i znajduje się w suterenie. Mijam kolejne ulice i nagle przypominam sobie, że przecież trzeba do niej zadzwonić, ale nie mogę znaleźć numeru telefonu. 

Taki sen lub podobny do tego powtarza się co jakiś czas. Moja Siostra nie żyje już 8 lat, a mnie wciąż trudno jest się z tym pogodzić. 

Kiedyś przyśniło mi się, że Ją spotkałam. Wiedziałam o tym, że jest już w innym świecie i zapytałam, jak tam jej jest. Coś odpowiedziała, ale  zobaczyłam, że nie jest pełna zachwytu. Nagle obie  znalazłyśmy się przed bardzo wysokim budynkiem przypominającym kościół. Pomyślałam, że to stacja kolejowa i zapytałam Siostry: - Czy to ta? - Nie! odpowiedziała i zaprowadziła mnie do murku otaczającego teren budynku. Pokazała mi maleńką iskierkę świecącą w oddali i powiedziała: - To ta! Jestem głęboko przekonana, że to jest moja stacja. Od tamtego czasu minęło już wiele lat i nie wiem, gdzie jest ta stacja dzisiaj. Mam nadzieję, że jest jeszcze daleko. Podoba mi się tu na świecie. Moje życie płynie spokojnie i dosyć monotonnie. Ale to ja decyduję o tym, jakie ono jest i jakie będzie jutro. Przynajmniej próbuję decydować.

Ostatnio u nas jest szaleństwo przetwórcze. Dziś zmełłam obrane i umyte warzywa łącznie z liśćmi, dodałam sporo soli i napełniłam zieloną gizdrą słoiczki. Wierzch posypałam jeszcze warstewką soli, bo zmieloną zieleninę chcę przechować bez pasteryzowania. Będzie jak znalazł w okresie zimy do różnych sosów i zup. Dziś, aby wypróbować ten nowy sposób przechowywania warzyw, podsmażyłam rozdrobnione mięso z kurczaka, poddusiłam je i dodałam zmielonych warzyw. Jutro dodam trochę śmietany i obiad będzie prawie gotowy. Wystarczy ugotować tylko trochę ziemniaków lub kaszy.

💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓

Czas robienia przetworów się kończy. Jeszcze zrobię gruszki marynowane i przerzucam się na zupełnie inne zajęcia. Będę ćwiczyła systematycznie mięśnie i mózg. Mięśnie to systematyczne poranne   ćwiczenia - rozciąganie ciała w różnych kierunkach, w pozycji stojącej i siedzącej na podłodze. Ćwiczenie mózgu - to powtarzanie sobie wiedzy polonistycznej i próba rozrysowania tej wiedzy w postaci mapek myśli. Poza tym daję sobie prawo do robienia takich rzeczy, które wcześniej uznałam za zbyt ryzykowne. Np. może........ Na razie nie będę określała, co to może być. Niech moja intuicja coś mi podpowie.

16 komentarzy:

  1. Bardzo dobrze sobie radzisz Mario. Grafika przepiękna - i wpis również. Z piątku na sobotę deszcze. Ślę pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sny narzucają czasem nastrój poranka. I ja miewam takie, które powtarzają się.
    Życzę Ci, Marysiu, pięknego dnia. 😘

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobry plan, powodzenia w realizacji :) Sny są często odzwierciedleniem naszych myśli.. Oby były spokojne. Pozdrawiam Marysiu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasem w snach spotykam Bliskich zza Tęczowego Mostu, ale wbrew wcześniejszym obietnicom nie mówią jak tam jest.... Widocznie jeszcze nie ta pora, więc cieszmy się naszym pięknym światem. Całusy Maryniu!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ma się co snom za bardzo przyglądać. Mnie się ostatnio śniły dinozaury, choć żadnych filmów fantazy nie oglądałam. I jak to niby mam zinterpretować?! Że blisko mi do prehistorii ?...;))

    OdpowiedzUsuń
  6. Sny z rodziną bywają, czasami dobre czasami złe. Dzisiaj byłam na grzybach i znalazłam 1 szt, dobrze że ślubny miał więcej.Znów będzie robota.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam las prawie przez drogę, ale na grzyby nie chodzę. Boję się być sama w lesie, a w dodatku jestem taka spostrzegawcza, że widzę rosnący grzyb dopiero gdy kucnę, aby się załatwić.

      Usuń
  7. Podziwiam Twoją pracowitość i te wszystkie przetwory, mnie to w ogóle nie kręci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nie interesuje robienie przetworów dopóki nie napełnię jednego słoika. Gdy jeden słoik jest przygotowany na zimę, to zaczyna się szaleństwo przerobowe.

      Usuń
  8. Mario, byłem dziś na polu / dworze blisko godzinę. Wszędzie w masce. Między 5.57 a 6.55. Ślę pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mario, już jesień. Byłem na mieście w godzinach 5:18 - 5.44, pod pomnik patrona miasta. Idą deszcze a w nocy z poniedziałku na wtorek mgły. Trzeba uważać na drogach - o 5.34 napotkałem duży radiowóz pod budynkiem dawnego miejscowego Liceum.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja dziś prawie kończę napełnianie słoików przetworami na zimę. Dziś wekuję gruszki w occie. Zostanie mi jeszcze papryka z działki.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ile z nas mówi / pisze jeszcze - "mełłam /mełłem, pełłam / pełłem" z szacunku dla języka, kultury i tradycji? Bełkocze się za to "mieliłam, pieliłem" i nie "mleć - pleć" lecz "mielić, pielić"...
    Przeczytałem swego czasu jedną z Twoich opowiastek i wtedy niezręczne zrymowałem coś takiego, co Ci dziś prezentuje:

    Piszesz: - Już powinnam opleć... Nie „opielić”,
    jak powszechnie mawia tłumek matoli?
    Za „opielić”... „mielić”, „trza” nam się ośmielić...
    Niech ktoś za to fleje godnie opie***li!

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziękuję za miły komentarz. Uważam, że nasz język jest piękny i bogaty. Nie rażą mnie w nim nawet wulgaryzmy jeżeli są celowo zastosowane, a nie stanowią tylko przerywników w wypowiedzi.

    OdpowiedzUsuń

Skutki.

 Ostatnio więcej czasu spędzałam na działce, niż w domu, no i już są tego efekty. Zaczęłam potykać się o swoje własne nieumiejętności w pisa...