CO TU DZIŚ NAPISAĆ?
Kilka dni miałam przerwę w pisaniu i czuję się tak, jakbym nie pisała już przynajmniej kilka miesięcy. Gdy usiądę do komputera, to myśli gonią, ale żadna z nich nie nadaje się do zapisania. Klęska. Trwa u mnie bezwład umysłowy i emocjonalny. Właściwie nie ma się co dziwić. Tak długo robiłam soki, przeciery, powidła itd, że zupełnie straciłam kontakt ze słowem pisanym. Piwnica jest pełna różnych przetworów, a ja w głowie czuję pustkę.
Za oknem jest już ciemno. Słychać tylko od czasu do czasu głos przejeżdżającego pociągu i szum pracującego komputera. Właśnie mija kolejny dzień życia. Staram się nie myśleć o tym ile jeszcze takich dni, tygodni, a może lat przede mną. Staram się żyć tym, co jest tu i teraz.
Tu i teraz
Nie jutro i nie wczoraj,
a dziś liczy się właśnie.
Nie koszmar i nie zmora,
i nie fantazji baśnie.
Nie to co nam się stanie,
nie to cośmy przeżyli,
lecz ciągłe przemijanie,
ulotność każdej chwili.
Bo mam takie wrażenie,
że nigdy nie umierać
to nie, żyć nieskończenie,
lecz żyć na tu i teraz.

Czekałem na Twój nowy wpis Mario. U mnie siermiężne mgły. Grafika cudna. Jesień już mamy. Serdecznie pozdrawiam. Zapraszam na moje blogi. Jeszcze raz dużo dobrego, niestety wirus szaleje.
OdpowiedzUsuńU nas mgieł jeszcze nie ma, ale wieczory i ranki są już bardzo chłodne. Pozdrawiam.
UsuńKażdy z nas z czymś się zmaga, niestety. Ja dziś byłem na polu / dworze dość długo. Ważne jest bezpieczeństwo. Nie dajmy się wirusowi Mario :)
UsuńDzień dobry!
OdpowiedzUsuńZawstydziłaś mnie swoją aktywnością. Jestem trochę młodsza (66), staram się, żeby mózg pracował, ale daleko mi do Ciebie. Będziesz moją inspiracją :-)
Pozdrawiam serdecznie - Ewa
Serdecznie Cię zapraszam do dalszych odwiedzin mojego bloga. Ja w listopadzie skończę 84 lata i zacznę rok 85. Mnie interesuje życie
Usuńczłowieka w jego różnych przejawach. Od wielu już lat jestem emerytką, wcześniej pracowałam w bibliotece, a później uczyłam języka polskiego uczniów w szkole podstawowej. Także serdecznie Cię pozdrawiam. Maria.
Jak Ci się udało trafić na ten wiersz? Autorka tak się opancerzyła w różnych utrudnieniach, że zrezygnowałam z zapoznaniem się z jej twórczością, choć przytoczony przez Ciebie wiersz podobał mi się .
OdpowiedzUsuńZnalazłam go w Googlach i z tego, co pamiętam, to był w sieci bez żadnych zabezpieczeń i ograniczeń.
OdpowiedzUsuńMyślę że to chwilowe, nazywam to akceptacją jesieni.Wiersz cudowny, wrócisz znów do normalnych dni, coś wymyślisz.Pozdrawiam .
OdpowiedzUsuńAkceptacja jesieni. Bardzo ładnie nazwałaś stan lekkiego bezwładu myśli - jaki właśnie jest teraz u mnie. Czas się wziąć za książki, może ten stan się zmieni. Także Cię pozdrawiam. Marysia.
OdpowiedzUsuńTu i teraz daje najwięcej radości, rozmyślania poboczne czasami wpędzają często w pułapkę...
OdpowiedzUsuńMyślę, że w tej pułapce jesteśmy dosyć często.
OdpowiedzUsuńPrzetwory zakończone, to wena jeszcze wróci :) Zwłaszcza, że zimą jest dużo czasu na przemyślenia i wspomnienia. Pozdrawiam serdecznie Marysiu 🌺
OdpowiedzUsuńMaryniu, musi być równowaga w przyrodzie, zapełniłaś piwnicę przetworami to się nie dziw, że przez chwilę pusto gdzie indziej ;))) Nie martw się o wenę, ona wróci tylko chwilę odpocznie :) Przestawisz się z prac ogrodowo-przetwórczych i sama zobaczysz jakie teksty będziesz pisać. I proszę wciąż o wspomnienia! Buziaki :)
OdpowiedzUsuń