Kasztanów w tym roku jeszcze nie zbierałam, ale muszę poszukać drzewa, pod którym leżą. Podobno bardzo dobrze jest, gdy kasztany leżą w tapczanie, na którym się śpi.. Z kasztanami kiedyś miałam przykrą przygodę. To było dawno. Była jesień i trafiłam na kasztany pod drzewem, więc schyliłam się i zaczęłam je zbierać. Po ich zebraniu poczułam, że coś dziwnego dzieje się z moimi oczami. Natychmiast pojechaliśmy do lekarza okulisty i okazało się, że podniosło mi się ciśnienie w oczach. Padła diagnoza - jaskra. No i od tej pory jestem pod kontrolą lekarzy okulistów. Dziś to już kilkadziesiąt lat od tamtego wydarzenia.
Do dziś nie wiem, czy wtedy już miałam wysokie ciśnienie w oczach, czy podniosło mi się po tym schylaniu się przy zbieraniu.. Od tamtej pory wszelkie prace w ogródku wykonuję siedząc na stołeczku, aby się zbytnio nie schylać.

Mem wspaniały.Zdrowia życze,uważaj przy zbieraniu kasztanów.
OdpowiedzUsuńSiedzę w domu, bo mi zimno. Ściskam mocno. Maria.
UsuńTeż życzę dużo zdrowia Mario. Mem bardzo ciekawy, pozdrawiam. Ja przeważnie mam ciśnienie w gałkach ocznych idealne. Ale kropię też oczy :)
OdpowiedzUsuńŚroda Mario - 12 minut z rana na zakupach, pozdrawiam, czeka mnie aktywna końcówka tygodnia :)
OdpowiedzUsuńDużo zdrowia i wszystkiego, co przynosi Ci radość. Maria.
UsuńKasztany... To estetyka [więc zdrowie] i...zdrowie... Zbieram je coroczne...powolutku... po jednym... z przykucnięciem... nie z pochylaniem się!
OdpowiedzUsuńKiedyś pod kilkoma kasztanowcami cztero-pięcioletnia smarkula rozbeczała się... - Pan mi pozbierał moje kaśtany... Oddałem jej. Matka burknęła - Po cholerę pan tu przylazł?... Roześmiałem się [zdrowie!]. To miłe podziękowanie - takie nasze, typowo polskie... Matki bywają niekiedy takie mądre autentyczną mądrością matczyną... Nazbierałem sobie znów pełne kieszenie...
Przypomniałaś mi, bym dziś udał się pod stare kasztanowce. Jak spotkam jakąś smarkulę - NIE ODDAM! Cywilizujemy się na potęgę i cholera wie, o co mogę zostać oskarżony. W moim wieku... Przy naszym systemie sądowniczym...
Pozdrawiam jesiennie...
Pozdrawiam jesiennie...
A ja wyzbierałam ale orzechy włoskie pod naszym drzewem, a nie kasztany. Drzewa z kasztanami musiałabym poszukać, a nie chce mi się wyłazić poza dom i ogrodzenie. Siedzę dziś w mieszkaniu. Na dworze jest zimno. Na samą myśl o wyjściu na dwór dostaję dreszczy. Trzyma mnie tylko gorąca herbatka i kocyk do okrycia.
UsuńBardzo serdecznie Cię pozdrawiam. Dużo zdrowia życzę. Maria.
Chyba najlepszy czas kasztanowy jest już za nami...
OdpowiedzUsuńPewno tak. Nie chce mi nawet tego sprawdzać. Jest zimno. Siedzę w domu owinięta kocem. Buziaki.
UsuńTeraz żołędzi mnóstwo pod liśćmi, kasztan mało gdzie się trafi, wyzbierane 🙂
OdpowiedzUsuńZdrowia Marysiu 💗
Siedzę w domu i martwię się, bo dziś chyba znowu zapomniałam rano wziąć leków. To co to za leczenie pamięci? Całusy. Maria.
UsuńNie wiem czy jeszcze jakieś znajdziesz, ale spacer na pewno nie zaszkodzi:-)
OdpowiedzUsuńjotka
Jakaś leniwa do spacerów się zrobiłam. Najczęściej spaceruję teraz do domu, chociaż wiem, że to nie jest to samo, co spacer po powietrzu. Ściskam Cię mocno. Maria.
UsuńMoje kasztany na okiennym parapecie i w wazonie już wyschły jak kamyki. Nici z ludzików. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńPodobno takie kasztany dobrze jest trzymać pod łóżkiem, chociaż nie jestem pewna, czy to prawda. Pozdrawiam. Maria.
OdpowiedzUsuńA jednak znalazłem. Pod koniec października... Szkoda, że nie da się wkleić zdjęcia.
OdpowiedzUsuńGratuluję zbioru i pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńUwielbiam ksztany, Zbieram je od dzieciństwa. Mają dla mnie wielkie znaczenie...
OdpowiedzUsuńJeśli się nie pogniewasz Marysiu to wkleję link z moim tekstem o kasztanach:
http://stokrotkastories.blogspot.com/2020/10/kasztany-kasztany.html
Bardzo proszę, wklej. Sama też chętnie ten tekst przeczytam. Pozdrawiam. Maria.
OdpowiedzUsuńhttps://stokrotkastories.blogspot.com/2020/10/kasztany-kasztany.html
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńMario - czwartek, 28 X. Najpierw 3 minuty - segregowane śmieci, potem 20 minut w sklepie, potem cmentarz jakieś 5 kilometrów za miastem 152 minuty - w sumie trzy zejścia i trzy wejścia na górę. W piątek znów cmentarz, najpierw generalne porządki. Na cmentarzu w czwartek byliśmy we trójkę , samochodem. Pozdrawiam serdecznie. Trzeba się wysypiać :)
OdpowiedzUsuńUważaj na siebie.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńPiątek Mario , 29 X - najpierw kilka godzin sprzątania, potem 22 minuty na zakupach i 173 minuty w sumie na cmentarzu. Jutro znów cmentarze. Dziś z cmentarza zabrała nas Siostra z Chrześniakiem - na szczęście :) Pozdrawiam serdecznie :) Jeszcze piszę też piórem wiecznym często ręcznie - każdy dzień to kilka kartek papieru ksero :) Nawyk byłego nauczyciela ;)
OdpowiedzUsuń