6 kwietnia 2020 r.
Patrzę na swoje życie z wysokości swoich 84 lat i zastanawiam się, jak to się stało, że ze zwykłej zmokłej kury patrzącej najchętniej pod swoje nogi, stałam się kobietą ciekawą świata i przede wszystkim ludzi.
Patrzę wstecz. Tyle lat zmarnowanych.
A może te lata nie były zmarnowane? Może były przygotowaniem do zmiany?
Punktem zwrotnym był przyjazd dwóch panów psychologów do szkoły, w której pracowałam. Zaprosili oni chętnych nauczycieli do wzięcia udziału w sesji terapeutycznej w Warszawie. Nic nie wiedziałam o ich wizycie i gdyby nie moja koleżanka, z którą się przyjaźniłam pewno nie skorzystałabym z ich zaproszenia. Byłam przyzwyczajona do tego, że świat, w którym żyję jest prawie niezmienny. Rano toaleta, śniadanie, wyprawienie dzieci do szkoły i praca bardzo sympatyczna, bo w szkolnej bibliotece i w klasie z uczniami ( uczyłam języka polskiego), powrót do domu, sen i od początku.... Czyli typowy kierat. Nie przyszło mi wtedy nigdy do głowy, że w tym kieracie można coś zmienić. Choćby jakiś drobiazg.
Nasz wyjazd - bo pojechałam ja i koleżanka - zmienił wszystko. Uruchomił u mnie krytyczne myślenie, pokazał mi, że można patrzeć i nie widzieć, nauczył mnie patrzenia na siebie samą i na swoje emocje.
No i pewnego dnia tak wyładowałam emocje, że aż się do dziś dziwię, że ja zawsze zrównoważona Marysia, potrafiłam się tak zachować.
Poszło o zlew zapakowany z czubem brudnymi naczyniami. Byłam zmęczona. Praca w szkole, później na działce i teraz - starta zmywania, a nie miałam wtedy zmywarki. Córka zajęta była dwojgiem dzieci, mąż czytał gazetę.
Podeszłam do zlewu wściekła. Podniosłam kupę naczyń i grzmotnęłam je o dno zlewu. Spokojnie wyjęłam skorupy i wrzuciłam do kubła na śmieci. Podniosłam następną porcję i znowu grzmot z całej siły. W ten sposób zmywanie odbyło się piorunem. Na koniec trzasnęłam plastikowym sitkiem o zlew, aż sitko pękło na pół. W domu zapanowała cisza, a ja wzięłam kubeł ze skorupami i poszłam do kontenera je wyrzucić.
Następnego dnia byłam tak lekka i radosna, że aż sama się sobie dziwiłam. Nawet przez sekundę nie żałowałam potłuczonych talerzy. Takiej lekkości i radości, jaka mi wtedy towarzyszyła, nie zaznałam nigdy wcześniej.
Wybuch nagromadzonej złości trafił mi się tylko raz. Dziś wiem, że był wtedy iskrą, która pozwoliła mi zaakceptować różne doznania, które były wcześniej schowane u mnie za jakąś mgłą. Ten wybuch był potrzebny, bo pokazał mi, jak ważne są uczucia w życiu człowieka. I to wszystkie uczucia, nie tylko te dotyczące złości. Dziś nie muszę już tłuc talerzy. Potrafię nagromadzoną agresję zamienić w słowa i spokojnie o problemie rozmawiać. Od tamtego czasu rozmowa jest dla mnie bardzo ważna i lubię rozmawiać, ale też lubię słuchać tego, co mówią inni ludzie. I wtedy słucham uważnie - aktywnie.
Ale wystawiłam sobie laurkę. Trudno. Prawda jest prawdą.
Don Wasyl - " Gdzie moja młodość". Tekst i muzyka Robert Biaduń. Ciechocinek 2012.
Wystawiłaś sobie świetną laurkę.
OdpowiedzUsuńSkorzystałaś z terapii by coś zmienić, wykorzystałaś zalecenia, zaznaczyłaś swoje terytorium, poczułaś się lepiej i to wszystko sprawiło, ze robisz to, co robisz.
Nie każdy skorzystałby z tego doświadczenia...
Dziś widzę różne zachowania zupełnie inaczej, niż kiedyś. Wtedy to był impuls.
UsuńI teraz jesteś bogatsza w wiedzę o samej sobie, a to bezcenna wiedza..
OdpowiedzUsuńO samej sobie zdobyłam wiedzę przede wszystkim na różnych spotkaniach z psychologami. To była dla mnie cenna nauka.
UsuńJak się zna swoje uczucia, i jeszcze umie się je wyrazić to jest lepiej. Lżej. Sama tłumiłam w swoje emocje, teraz tego nie robię, bo to mi szkodzi. Człowiek uczy się przez całe swoje życie.
OdpowiedzUsuńAle gdy byłam już po terapii, to mój Ojciec stwierdził, że wolał mnie tę wcześniejszą, sprzed terapii - grzeczną i posłuszną Marysię. A ja wolę siebie tę obecną.
UsuńWitaj, (prawie) Równolatko... Chińskie "Obyś żył w ciekawych czasach" zastępuję mickiewiczowskim "Młodości! Ty nad poziomy wylatuj!"... Czy mamy zresztą inne wyjście?
OdpowiedzUsuńZdrowia...zdrowia...zdrowia...
J.K.N. [były choleryk]
Dziękuję. Ty piszesz o młodości, o wylatywaniu nad poziomy, a ja kiedyś utożsamiałam się z innym cytatem:
Usuń"Niechaj, kogo wiek zamroczy,. Chyląc ku ziemi poradlone czoło,. Takie widzi świata koło, jakie tępymi zakreśla oczy." Ale na szczęście takie myślenie u mnie - to już przeszłość. Maria.
A ja żałuję, że nigdy nie potłukłam talerzy, mimo że kilka razy byłam bardzo blisko. Może szybciej uwolniłabym emocje. Może byłoby inaczej
OdpowiedzUsuńNigdy nie wiemy, czy inne zachowanie przyniosłoby rozwiązanie problemów, czy wprost przeciwnie - stworzyłoby nowe. Cieszę się, że do mnie zajrzałaś. Maria.
UsuńŚwietny wpis Mario. I grafika prześliczna, i cytaty "akuratnie" dobrane :)
OdpowiedzUsuńZapraszam na Księgę Nocy i na Historycznie blogspot . Dziś mam dzień generalnych porządków :)
UsuńWłaśnie wróciłem z zakupów. Nie było mnie 10 minut. Wszędzie panika Mario. Pozdrawiam !
UsuńNic dziwnego. Strach przed koronawirusem i niepewność jutra robią swoje. Pozdrawiam Ciebie także. Maria.
UsuńPraca ze sobą to jedna z najtrudniejszych prac...
OdpowiedzUsuńMarysiu, dołączam się do komentarza BBM.
UsuńPozdrawiam Cię i życzę zdrówka :))
BBM
UsuńTo prawda, że praca nad sobą nie jest łatwa, ale pod kierunkiem dobrego psychologa - terapeuty jest to praca ekscytująca. Ściskam Cię mocno.
Skarlet - notatki z życia i podróży
Ja Ciebie także pozdrawiam i życzę Tobie, Twojemu Mężowi i całej Waszej Rodzinie dużo zdrowia, pogody ducha i nadziei na lepsze jutro. Gorąco pozdrawiam Maria.
Zamiast tlamsic w sobie, wybuchnelas. Prawdopodobnie w ten sposób uniknelas zgorzknienia i depresji. Pozdrawiam Cie serdecznie,
OdpowiedzUsuńJa Ciebie także serdecznie pozdrawiam. A diagnozą trafiłaś w samą dziesiątkę. Maria.
Usuńczyli można być młodym niemal wiecznie. super. jesteś najlepszą wiadomością tego dnia - dziękuję, że jesteś. podoba mi się ciekawość, która potrafi zgubić brudne talerze.
OdpowiedzUsuń