piątek, 13 grudnia 2019

Terapia. Lekcja życiowa nr 2

To, co napiszę o terapiach, będzie to tylko mój odbiór i nauki, które z nich wyciągam.
W żadnym razie nie będzie to jakakolwiek ich ocena.

Właśnie jestem na terapii. Siedzimy na wykładzinie podłogowej tworząc koło, a między nami dwie psychoterapeutki.
Słyszę polecenie, żeby zgłosiły się te osoby, które chcą brać udział w psychodramie. Zgłasza się nas kilka. Siadamy jak uczniowie w klasie po cztery  obok siebie. Reszta tworzy następne rzędy. Ja jestem w trzecim rzędzie.
Jedna ze zgłoszonych gra rolę nauczycielki.
- Na dzisiejszej lekcji geografii chciałabym, abyście mi przypomnieli... - zaczyna mówić, a ja staram się być coraz mniejsza, prawie niewidoczna.
- Co ja wiem z geografii? - myślę i prawie wciskam się za plecy siedzącej przede mną osoby.
- Jak mnie zapyta, to wyjdę na kompletnego durnia, co to, ani me, ani be.
- To może ty spróbuj coś powiedzieć na ten temat....  - prowadząca lekcję pyta siedzącą przede mną osobę. A ja się kulę i staram się być niewidzialna.

                Przerwa po króciutkiej psychodramie i za jakieś pół godziny następna.

Tym razem nauczycielka jest jakaś mało zorganizowana. To raczej my - uczennice - zagadujemy ją, a nie ona nas.
- Proszę pani! - woła jedna z uczestniczek -  A ja dziś widziałam wypadek - i opowiada o czymś, co z lekcją nie ma kompletnie żadnego związku i co być może w ogóle się nie wydarzyło, a nauczycielka słucha, rozmawia z dziewczyną, jakby sama też była zainteresowana tym wypadkiem. A ja czuję się lekka i swobodna. Nic mi nie grozi. Nawet jeśli mnie o coś nauczycielka zapyta, to atmosfera jest taka przyjazna, że nic się nie boję.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Po powrocie do domu myślę, jak trzeba prowadzić lekcje, żeby uczniowie z jednej strony czuli się bezpieczni, żeby nie przeżywali lęku, a z drugiej strony, żeby ich nauczyć tego, co trzeba.  Przecież wiele dzieci może być nieśmiałych, niepewnych czy na tle klasy dobrze wypadną i trzeba na nie zwrócić uwagę i starać się im pomóc.
Następnego dnia idę do pracy.
Zaczyna się lekcja języka polskiego i jedna z dziewczynek pyta mnie, czy może wyjść do pani pielęgniarki, bo boli ją brzuch. Przypomina mi się, że ostatnio coś często brzuch ją boli. W tym momencie błysnęła mi myśl, że może się boi, bo np. nie jest przygotowana do lekcji.
- Małgosiu! zwracam się do dziewczynki spokojnie, a odrobiłaś pracę domową?
- Nie! - słyszę cichutko wypowiedziane słowo.
- To dlaczego nie powiedziałaś mi tego na początku lekcji, tylko siedzisz i drżysz ze strachu.
Ból brzucha ustąpił, jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Sprawa się wyjaśniła. I co miałam ją zbesztać? Pewno by się zamknęła w sobie i nie byłoby już dobrego kontaktu z nią. W końcu nie stał się żaden dramat. Nie ona pierwsza nie odrobiła zadanej pracy. Dziecko ma się czuć bezpiecznie w domu, na lekcji, wszędzie. A lekcje trzeba tak poprowadzić, żeby mimo tych czasami nieodrobionych  prac nauczyć je tego, co trzeba, chociaż nie jest to takie proste i nie zawsze się to udaje.

A czy ja się w tej sytuacji dobrze zachowałam? Nie wiem. Może dałam w ten sposób dziewczynce sygnał, że nie zawsze musi starać się prace domowe odrabiać.
W moim pojęciu nigdy nie jest wiadomo do końca, jakie wnioski wyciągnie dziecko z zachowania osoby dorosłej i dlatego ogromnie ważna jest spokojna, życzliwa rozmowa dorosłego z dzieckiem.
Wychowanie dziecka na mądrego, odpowiedzialnego człowieka, ciekawego świata i ludzi nie jest sprawą prostą ani łatwą.

My - dorośli - też się ciągle uczymy. Nauka ta pochodzi nie tylko ze szkoły, ale uczymy się poprzez rozmowę z drugim człowiekiem, poprzez obserwację swoich własnych zachowań w różnych sytuacjach, poprzez analizowanie własnych wypowiedzi i tego, co się za tymi wypowiedziami kryje.

A czego trzeba, aby dostrzec możliwości dziecka, jego uzdolnień i pomóc mu je  rozwijać bez nacisków ze strony dorosłych?

Na zakończenie: Dziecko, które widzi muzykę.





12 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Ja mam Mario za sobą 55 sesji psychoterapii psychodynamicznej w latach 2011 - 2012.

      Usuń
    2. Twój Blog Mario wiele mi daje. Sam byłem belfrem w latach 2007 - 2012. Potem już tylko blogowanie. Wielokrotnie się zastanawiałem, czy dobrym. Ale komunikat zwrotny dostałem w 2017 roku - że byłem wymagający i że ta wiedza procentowała w gimnazjum.Co do psychoterapii - to była ona niedomknięta, dopiero w 2017 roku została dokończona przez bardzo mądrą lekarkę - terapeutkę. Ślę serdeczności z Kraju Lessów.

      Usuń
    3. Dwoje uczniów z mojej klasy wybrało zawód nauczyciela i skończyli studia pedagogiczne, więc chyba też nie było źle. A różne wątpliwości są zawsze.

      Usuń
  2. Maria lepiej nie mogłaś tego ująć. Otworzyć człowieka to jest to .W szkole to różnie bywa.Zapewne znalas swoich uczniów i uwazam ze dobrze zrobiłaś. Mam nadzieje ze dziewczynka to doceniła. Niestety dzisiaj dzieci są jednak trochę inne, dobrych wyrozumiałych nauczycieli tez mniej.Kiedyś to było powołanie. Ty napewno byłaś super nauczycielem.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak spojrzałaś na moją pracę z dziećmi.

      Usuń
  3. Podejście nauczyciela (tudzież prowadzącego terapię) jest szalenie ważna. Doświadczyłam różnych nauczycieli, najlepszy będzie ten, który potrafi przewidywać uczucia i emocje oraz brać za nie odpowiedzialność.

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że postępowanie z dzieckiem było dobre, skoro tak przejęła się brakiem zadania, to na pewno wyciągnęła z tego nauczkę...tak myślę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Praca z dziećmi jest bardzo wdzięczna, ale zawsze są w niej pytania.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawe to, chociaz psychodrama to kompletnie nie moja bajka, jak i tance rytualne ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś uważałam, że psychodrama to zabawa dobra dla dzieci. Dziś jestem wdzięczna losowi, że postawił na mojej drodze życiowej psychoterapeutów z ich metodami pracy z pacjentem.

    OdpowiedzUsuń

Skutki.

 Ostatnio więcej czasu spędzałam na działce, niż w domu, no i już są tego efekty. Zaczęłam potykać się o swoje własne nieumiejętności w pisa...