niedziela, 15 grudnia 2019

zielono mi....






Jestem na kolejnych zajęciach psychoterapeutycznych. Zgłaszam się wraz z kilkoma innymi uczestniczkami zajęć do odegrania scenki.

Właśnie urodziło się maleńkie dziecko i koło niego kręcą się dorośli – mama, babcia, ciocia. Ja jestem starszą siostrą tego malucha.

Koleżanka z grupy odgrywająca rolę noworodka kładzie się na kocu na podłodze, wywija podniesionymi do góry nogami i wrzeszczy

- Ła, ła, ła……...

Przy niej kręcą się dorosłe osoby, zachwycają się nią:

 
- Ach! Jaka ona jest ładna.     
- Jakie ma już mądre spojrzenie. 
- Nie płacz maleńka zaraz będziesz miała sucho. Mamusia cię przewinie.

- Marysiu! Podaj mi pieluszkę dla malutkiej Oli. 
Zwraca się do mnie koleżanka grająca matkę maleństwa, a ja niechętnie dwoma palcami biorę jakąś szmatkę i podaję.


Scenka jest krótka. Wracamy na swoje miejsca. Teraz każda z nas  mówi, jak się czuła w scence.

No i ja mówię, że czułam się jak piąte koło u wozu. A co mnie najbardziej wkurzało, to to, że nie dosyć, że wszyscy dorośli kręcili się koło malucha, to jeszcze ze mnie chcieli zrobić pomocnicę która razem z dorosłymi będzie biegała koło maleństwa. A na mnie nikt nawet nie spojrzał. Ja liczyłam się tylko jako pomoc.

- Posłuchajcie – powiedziała prowadząca zajęcia pani psycholog.- jak się czuje w takiej sytuacji starsze dziecko. Czasami warto na chwilę zostawić malucha i zainteresować się starszym dzieckiem. Maleństwu przez chwile nic się nie stanie, a to starsze będzie wiedziało, że też jest ważne dla dorosłych.

Czy moi rodzice wiedzieli o tym, że po urodzeniu się młodszego dziecka trzeba na starsze dziecko zwracać więcej uwagi niż do tej pory. Oczywiście, że nie wiedzieli. Pewno wychodzili z założenia, że skoro my się cieszymy, to i starsze dziecko się cieszy. 
Efekt niewiedzy był taki, że ja jako prawie sześcioletnia dziewczynka wpadłam do pokoju, gdzie leżała w łóżeczku moja ukochana w późniejszych latach siostra,  zaczęłam wygrażać jej piąstkami i wrzeszczeć na całe gardło: 
- Po coś ty się urodziła! Po coś ty się urodziła! - Aż przybiegła wystraszona mama i
wyprosiła mnie z pokoju

Każde dziecko i to malutkie i to większe potrzebuje uwagi i zainteresowania rodziców. 

Kiedyś na lekcji wychowawczej chciałam dowiedzieć się, co myślą o sobie moi wychowankowie. 
Zdumiona byłam, że każde z nich potrafiło wypowiadać się o sobie tylko bardzo krytycznie i że nie zauważają u siebie pozytywnych cech.
- Jestem leniwa.  
-  Nie pomagam mamie.
-  Wczoraj nie wyniosłam śmieci. itd. 

Zupełnie brakowało wypowiedzi pozytywnych na swój temat np. 
- Jestem pracowita, ładna.
- Jestem inteligentny.

Jaki obraz siebie ma takie dziecko?  Kto ma mu ten obraz samego siebie wyprostować, kto ma sprawić, żeby dziecko oprócz swoich wad potrafiło także dojrzeć zalety.

     





8 komentarzy:

  1. Bardzo mądry, i potrzebny wpis. Pozdrawiam Mario serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super wpis.Niedawno taka była sytuacja i siostrzenicy a teraz ja to widzę. Staramy się bardzo dostrzegać naszego dwulatka a mimo tego jest zazdrość i złość do 5 miesięcznego braciszka.Trzeba to jakoś łagodzić. Pozdrawiam ciastkowo .Piekę ciasteczka na swieta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewno dwulatek rwie się do pomocy przy pieczeniu ciasteczek. A pomoc, jak znam życie, ogranicza się do chrupania gotowych wypieków.

      Usuń
  3. Niby wszyscy się starają a starsze dziecko i tak swoje przejść musi zanim "oswoi" malucha... ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba trafiłaś w samą dziesiątkę, ale dla spokojnego sumienia wszyscy się starają.

      Usuń
  4. Wspaniały wpis! Ja też byłam starszym dzieckiem. I nie moge sobie wybaczyć, że nawet nie pamietam mojego brata w czasch, kiedy był dzieckiem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Po co masz nosić w sobie żal? Tego co było, już się zmieni. Teraz można tylko wykorzystać naukę, jaką wcześniej dało nam życie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Skutki.

 Ostatnio więcej czasu spędzałam na działce, niż w domu, no i już są tego efekty. Zaczęłam potykać się o swoje własne nieumiejętności w pisa...