Jestem
na kolejnych zajęciach psychoterapeutycznych. Zgłaszam się wraz z
kilkoma innymi uczestniczkami zajęć do odegrania scenki.
Właśnie
urodziło się maleńkie dziecko i koło niego kręcą się dorośli
– mama, babcia, ciocia. Ja jestem starszą siostrą tego malucha.
Koleżanka
z grupy odgrywająca rolę noworodka kładzie się na kocu na
podłodze, wywija podniesionymi do góry nogami i wrzeszczy
-
Ła, ła, ła……...
Przy
niej kręcą się dorosłe osoby, zachwycają się nią:
-
Ach! Jaka ona jest ładna.
- Jakie ma już mądre spojrzenie.
- Nie
płacz maleńka zaraz będziesz miała sucho. Mamusia cię przewinie.
-
Marysiu! Podaj mi pieluszkę dla malutkiej Oli.
Zwraca się do mnie
koleżanka grająca matkę maleństwa, a ja niechętnie dwoma palcami
biorę jakąś szmatkę i podaję.
Scenka
jest krótka. Wracamy na swoje miejsca. Teraz każda z nas mówi, jak się czuła w scence.
No
i ja mówię, że czułam się jak piąte koło u wozu. A co mnie
najbardziej wkurzało, to to, że nie dosyć, że wszyscy dorośli
kręcili się koło malucha, to jeszcze ze mnie chcieli zrobić
pomocnicę która razem z dorosłymi będzie biegała koło
maleństwa. A na mnie nikt nawet nie spojrzał. Ja liczyłam się
tylko jako pomoc.
-
Posłuchajcie – powiedziała prowadząca zajęcia pani psycholog.-
jak się czuje w takiej sytuacji starsze dziecko. Czasami warto na
chwilę zostawić malucha i zainteresować się starszym dzieckiem.
Maleństwu przez chwile nic się nie stanie, a to starsze będzie
wiedziało, że też jest ważne dla dorosłych.
Czy
moi rodzice wiedzieli o tym, że po urodzeniu się młodszego dziecka
trzeba na starsze dziecko zwracać więcej uwagi niż do tej pory.
Oczywiście, że nie wiedzieli. Pewno wychodzili z założenia, że skoro my
się cieszymy, to i starsze dziecko się cieszy.
Efekt
niewiedzy był taki, że ja jako prawie sześcioletnia dziewczynka wpadłam
do pokoju, gdzie leżała w łóżeczku moja ukochana w późniejszych latach
siostra, zaczęłam wygrażać jej piąstkami i wrzeszczeć na całe gardło:
- Po coś ty się urodziła! Po coś ty się urodziła! - Aż przybiegła wystraszona mama i
wyprosiła mnie z pokoju
wyprosiła mnie z pokoju
Każde dziecko i to malutkie i to większe potrzebuje uwagi i zainteresowania rodziców.
Kiedyś na lekcji wychowawczej chciałam dowiedzieć się, co myślą o sobie moi wychowankowie.
Zdumiona
byłam, że każde z nich potrafiło wypowiadać się o sobie tylko bardzo
krytycznie i że nie zauważają u siebie pozytywnych cech.
- Jestem leniwa.
- Nie pomagam mamie.
- Wczoraj nie wyniosłam śmieci. itd.
Zupełnie brakowało wypowiedzi pozytywnych na swój temat np.
- Jestem pracowita, ładna.
- Jestem inteligentny.
Jaki
obraz siebie ma takie dziecko? Kto ma mu ten obraz samego siebie
wyprostować, kto ma sprawić, żeby dziecko oprócz swoich wad potrafiło
także dojrzeć zalety.

Bardzo mądry, i potrzebny wpis. Pozdrawiam Mario serdecznie :)
OdpowiedzUsuńDziękuję.
UsuńSuper wpis.Niedawno taka była sytuacja i siostrzenicy a teraz ja to widzę. Staramy się bardzo dostrzegać naszego dwulatka a mimo tego jest zazdrość i złość do 5 miesięcznego braciszka.Trzeba to jakoś łagodzić. Pozdrawiam ciastkowo .Piekę ciasteczka na swieta.
OdpowiedzUsuńPewno dwulatek rwie się do pomocy przy pieczeniu ciasteczek. A pomoc, jak znam życie, ogranicza się do chrupania gotowych wypieków.
UsuńNiby wszyscy się starają a starsze dziecko i tak swoje przejść musi zanim "oswoi" malucha... ;(
OdpowiedzUsuńChyba trafiłaś w samą dziesiątkę, ale dla spokojnego sumienia wszyscy się starają.
UsuńWspaniały wpis! Ja też byłam starszym dzieckiem. I nie moge sobie wybaczyć, że nawet nie pamietam mojego brata w czasch, kiedy był dzieckiem.
OdpowiedzUsuńPo co masz nosić w sobie żal? Tego co było, już się zmieni. Teraz można tylko wykorzystać naukę, jaką wcześniej dało nam życie. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń