Bolesław Leśmian
Śnieg
Pamiętam ów ruchliwie rozbłyskany szron
I śniegu ociężałe w gałęziach nawiesie,
I jego nieustanny z drzew na ziemię zron,
I uczucie, że w słońcu razem z śniegiem skrzę się.
A on ciągle narastał tu w kopiec, tam — w stos,
I drzewom białych czupryn coraz to dokładał,
Ślepił oczy i łechtał podbródek i nos,
I fruwał — i tkwił w próżni — i bujał i padał.
I pamiętam ów niski, wpół zapadły dom
I za szybami włóczek różnobarwne wzory.
Kto tam mieszkał? Pytanie — czy człowiek, czy gnom?
Byłem dzieckiem. Śnieg bielą zasnuwał przestwory.
Dotknąłem dłonią szyby, mimo strachu mąk,
I uczułem ślad hojny, niby czarów zbytek.
Tą dłonią dotykałem mych sprzętów i ksiąg
I niańki, by ją oddać na baśni użytek...
Serce marło, gdym w dłoni unosił ten ślad
W ciszę śniegu, co, prósząc, weselił się w niebie.
Śnieg ustał — i minęło odtąd tyle lat,
Ile trzeba, by ślady zatracić do siebie.
Jakże pragnąłbym dzisiaj, gdy swe bóle znam,
Stać, jak wówczas, przed domu wpół zapadłą bramą
I widzieć, jak śnieg ziemię obiela ten sam,
Śnieg, co fruwa i buja i pada tak samo.
Z jakimż płaczem-bym zajrzał — niepoprawny śniarz —
Do szyby, by swą młodość odgrzebać w jej szronie, —
Z jakąż mocą-bym tulił uznojoną twarz
W te dawne, com je stracił, w te dziecięce dłonie!
Pamiętam, jak w zimowy dzień siedziałam przed oknem jako mała dziewczynka i patrzyłam na piękną skrzącą się w promieniach słońca szybę. Czy śnieg wtedy padał? Nie. Może lekko polatywał. Ale szyby w dzieciństwie zawsze mnie urzekały. Każdego ranka wyglądały inaczej. Raz tworzyły piękny, biały, skrzący się obraz. Innym razem, w czasie innej pory roku były całe zapłakane, a ja śledziłam te łzy deszczowe płynące po nich i połykające po drodze mniejsze kropelki.
Te szyby odgradzały mnie od tego, co było poza nimi. Od zimna, od śnieżnej zawiei, od tego, co było jeszcze niepoznane. Poza szybami było zimno i w nocy ciemno, a w mieszkaniu było ciepło, bezpiecznie i dobrze.
Ot chwilka dziecięcych wspomnień.
Nie umiałam graficznie przedstawić zimy, ale ponieważ tej prawdziwej zimy ze śniegiem i mrozem nie ma u nas, mimo że kończy się styczeń, to wstawiam jesień, którą wciąż można jeszcze znaleźć w różnych miejscach , choćby w lesie.
|
|
|
|

Takiej złotej jesieni to chyba też już nie ma. Drzewa wszędzie łyse, przynajmniej u mnie.
OdpowiedzUsuńMasz rację. Takich drzew już teraz nie ma. Ale drzew bez liści nie umiałam zrobić w programie graficznym. Lepiej było wstawić zdjęcie.
UsuńPamiętam, jak się chuchało ciepłym oddechem na pomalowaną przez mróz szybę, by bez wychodzenia na dwór sprawdzić, jak jest na zewnątrz . Ale kiedy to było??!...
OdpowiedzUsuńByło tak dawno, że nie wszystko już się pamięta. Przynajmniej u mnie.
OdpowiedzUsuńPiękna grafika wyszła, gratulacje!
OdpowiedzUsuńBardziej jesienna niż zimowa, ale co tam. Cieszę się, że Ci się podobała, bo to praca samouka, który wiedzę dopiero liznął, a nie ją zdobył. Serdecznie Cię pozdrawiam.
UsuńWiersz przypomina mi dziecinne lata.Cudowny
OdpowiedzUsuńDziękuję. Pora roku to nie wiadomo jaka.Pozdrawiam.
Leśmian to mistrz słowa i obrazowania. Jestem jego poezją zauroczona. A jego utwór Urszula Kochanowska czytałam tyle razy, że nauczyłam się go na pamięć. Przesyłam pozdrowienia.
UsuńBardzo poetycko dziś u Ciebie i nawet pod koniec wpisu rym Ci wyszedł :) Tęskni się i za tamtymi zimami i za dzieciństwem, które tak szybko mija..
OdpowiedzUsuńPamiętam różne wspomnienia z dzieciństwa. A czy za dzieciństwem tęsknię? Raczej nie. Całe swoje dotychczasowe życie widzę jako czas zdobywania wiedzy o sobie, o ludziach i o życiu. Gdybym miała tęsknić, to pewno wybrałabym młodość. Ale dobrze mi tu i teraz. Serdecznie Cię pozdrawiam.
UsuńZima została już tylko w wierszach i wspomnieniach. Grafika prześliczna, choć już tej przydługiej jesieni mam dosyć... Teraz to tylko czekam na wiosnę :) Pozdrawiam cieplutko :)
OdpowiedzUsuńDeszczowa zima. Ciekawe jaka będzie wiosna i lato? Zastanawiam się :)
OdpowiedzUsuń