Pewno będziesz po prostu kolejnym dniem, a od nas będzie zależało, czym go wypełnimy. Nie mam jakichś szczególnych planów. Jestem już w tym wieku, że moje kolejne dni podobne są do siebie, jak krople wody. Różnią się w czasie zmieniających się pór roku od białego koloru śniegu w czasie zimy, przez soczystą zieleń wiosny, piękne kolory lata, aż po złotą, a później rozchlapaną deszczem jesień.
Moje myśli staram się trzymać tu i teraz, ale często uciekają mi w przeszłość, bo tam było moje dzieciństwo, młodość i wiek dojrzały. To były czasy różnych często bardzo silnych przeżyć, które do dziś odzywają się w postaci snów i nagle pojawiającego się niepokoju, który może być wywołany np. informacją o tym, że przeleci koło nas asteroida. Myślę, że większość tych dzisiejszych przykrych przeżyć ma związek ze wspomnieniami wojennymi.
Dziś wstawiam dalszy ciąg opowieści o tym, jak zapamiętałam czas wojny.
Wspomnienia
3
Jeśli dziś dobrze pamiętam,
to u rodziny ojca byliśmy około dwóch miesięcy. Nadszedł jednak
dzień, kiedy trzeba było ruszyć dalej. Wóz został zapakowany
naszym i sąsiadów dobytkiem i ruszyliśmy wszyscy w nieznane.
Pogoda była zimowa. Obok nas – dzieci - na wozie siedziała nasza
mama z gołymi nogami, i babcia. Reszta szła koło wozu. Te gołe
nogi mamy zapamiętałam, ponieważ było bardzo zimno, padał śnieg,
a mama była zagrożona gruźlicą. Wcześniej leczyła się w
sanatorium.
Gdzieś koło południa
spotkali nas żandarmi, wracający z miasteczka. Właśnie
odprowadzili tam grupę ludzi, którzy mieli być nazajutrz
wywiezieni do obozu w Oświęcimiu i nakazali nam dołączyć do tej
grupy. Na szczęście nie chciało im się wracać z nami. Ojciec
posłusznie skierował konia na drogę do miasteczka i gdy tylko
żandarmi zniknęli nam z oczu, szybko skręcił w najbliższą
boczną drogę, popędził konia batem do szybszego biegu i wieczorem
dojechaliśmy najpierw do jakiegoś miasta, gdzie zostali nasi
sąsiedzi, a później do jakiejś małej wsi. Ojciec wstępował do
mijanych domów z prośbą o przygarnięcie nas, ale wszyscy
odprawiali nas z kwitkiem. Zbliżał się wieczór, a my nie mieliśmy
dachu nad głową. Dopiero w ostatnim domu wioski właściciele
ulitowali się nad nami. Z dwu izb, które zajmowali, jedną oddali
nam. Ojciec szybko sporządził pryczę, na którą wniesiono naszą
pościel i na której spaliśmy wszyscy – 7 osób.
Nie wiem, jak mama, która z
nędzy i nerwów straciła pokarm, radziła sobie z karmieniem
najmłodszej naszej siostry, gdyż krowa, która cały czas wędrowała
z nami, była dopiero cielna i nie dawała nawet kropli mleka. Coś
słyszałam o jakichś odżywkach, które zdobywane były dla
malucha, ale gdzie i w jaki sposób – nie wiem.
Po zamieszkaniu u życzliwych
ludzi zapanował czas względnego spokoju. W dzień wybiegałam z
bratem poślizgać się na lodzie, wieczorem była kolacja i
lokowanie się na pryczy do snu.
W nocy słychać było coraz
bliższe odgłosy wystrzałów, przelatywały samoloty i
wiedzieliśmy, że znowu zbliża się front.
Była już noc, gdy front tak
bardzo się zbliżył, że ojciec zdecydował, że musimy gdzieś się
ukryć. gdyż w czasie działań bojowych dom nie stanowił żadnego
schronienia. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie przeczekać
frontu w piwnicy pod naszą izbą, ale na szczęście zmienił
zdanie. Dorośli zbudzili nas – dzieci i szybko uciekliśmy na
zewnątrz. Nie było czasu nawet na ubieranie się. Babcia wyszła w
szlafroku.
Ucieczkę tę noszę w sobie do dziś jako piękny,
groźny i jednocześnie fascynujący obraz.
Była dokoła ciemna noc,
którą rozświetlały zrzucane z samolotów całe girlandy światła.
Szłam szybko z rodziną i patrzyłam w górę. Doszliśmy do jakiejś
zagrody, gdzie widać było drzwi od piwnicy pobudowanej w podwórku.
Ojciec chciał nas do tej piwnicy wprowadzić, ale gospodarz, który
już się w niej ukrył z rodziną i sąsiadami, nie pozwolił nam do
niej wejść. Nie chciał, jak powiedział, abyśmy mu pognietli
kartofle.
Stanęliśmy na ganku przed
domem. Okna bez szyb z wyrwanymi zawiasami obijały się o ścianę.
Przykucnęliśmy za balustradką i nagle oślepił nas błysk i
ogłuszył huk. To pocisk uderzył w zabudowanie gospodarcze kilka
metrów od nas. Wtedy ojciec siłą wdarł się z nami do piwnicy i
tam przeczekaliśmy do rana, huraganowy ogień artyleryjski i
bombardowanie z samolotów. Rano było już dokoła wojsko rosyjskie.
Wyszliśmy z piwnicy i dorośli poszli oglądać straty. Dom, do
którego nas przygarnięto, spłonął. Koń uciekł. A po
pogorzelisku chodziła tylko nasza cielna krowa.
Gdybyśmy schronili się w
piwnicy pewno zginęlibyśmy w płomieniach, a ja nie pisałabym
dziś wspomnień.
Ciąg dalszy opowieści za kilka dni.

Piękny fragment. Moje dni też są podobne do poprzednich, ale wreszcie zacząłem pisać "Wielkie Oczekiwanie".
OdpowiedzUsuńWspieram Twoją twórczość pozytywnymi myślami. Serdecznie Cię pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńSpisuj wszystko, bardzo to ciekawe, choć bolesne, nawet dla czytającego.
OdpowiedzUsuńCzy myślałaś o zainteresowaniu kogoś wydaniem tych wspomnień drukiem?
Wiele osób chętnie przeczytałoby taką książkę...
Nie myślałam o tym do tej pory.
UsuńZawsze mnie drażni jak ktoś pisze, że "jestem już w tym wieku, że..."
OdpowiedzUsuńJotka ma rację. Ostatnio czytuję książkowe wydania wspomnień, biografie itd. To jedne z najciekawszych rodzajów literatury, bo tworzy je samo życie. Całkiem dużo wydawnictw interesuje się takimi treściami, są niezwykle cenne i zawsze się sprzedadzą. Konkursy literackie również często dotyczą przeszłości, a w nich można wygrać własny nakład.
Musiałabym przemyśleć pomysł. Moje wspomnienia po długim namyśle zdecydowałam się opublikować w blogu. Są to wspomnienia bardzo osobiste - wspomnienia dziewięcioletniego dziecka. Te wspomnienia składają się z moich przeżyć i z tego, co później już po zakończonej wojnie usłyszałam od Cioci, która po Powstaniu Warszawskim trafiła do obozu w Mautchausen. Do dziś nie mogę pozbyć się obrazów pełnych okrucieństwa i grozy opowiadanych przez Ciocię.
OdpowiedzUsuńPiękne i straszne, co pisać? to nadal żyje i będzie życ.Z książką to dobry pomysł.
OdpowiedzUsuńWe mnie te obrazy wojny żyją wciąż.
UsuńDzieci powinny mieć normalne, spokojne dzieciństwo. Zawsze, niezależnie od wszystkich okoliczności zewnętrznych. Marysiu, Twój opis przeżyć małej dziewczynki jest przejmujący, uwiecznia szczegóły nie mieszczące się w "wielkiej" historii jak gołe nogi mamy zimą czy babcia uciekająca w szlafroku - a przecież życie zależało od takich niby drobiazgów... To bardziej przemawia do serca i wyobraźni niż jakieś tam wojskowe rozważania.
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję za ciepły i wspierający komentarz. Marysia.
OdpowiedzUsuńCzytając Twoje wspomnienia czuję grozę tego koszmaru. Takie przeżycia nie mogły nie pozostawić trwałego śladu w psychice.
OdpowiedzUsuńNajsmutniejsze jest to, że wojny nie przestają się toczyć...
Pozdrawiam Cię serdecznie, Marysiu :)
A w czasie wojny giną żołnierze na froncie i nie tylko, ale także giną cywile. Czy można nawet przez chwilę dziwić się, że ludzie starają się szukać jakiegoś względnie bezpiecznego miejsca dla siebie i dla swoich bliskich? Marysia.
UsuńAbsolutnie nie potrafię wyobrazić sobie tego co przeżyłaś (pozwolę sobie mówić na Ty jeśli to nie problem). Ostatnio nawet zastanawiałam się, jak na co dzień żyli ludzie podczas wojny. Ja słyszę tylko o śmierci, wybuchach, gruzach... Ale między tym wszystkim musiało być "normalne" życie. Rozumiem, że takie mocne momenty, które pobudzają emocje najbardziej zapisują się w pamięci. Najbardziej też ciekawią ludzi, dlatego wszystkie wywiady które oglądałam pełne były bólu i rozpaczy. Jednak w tym wszystkim musiał być uśmiech.
OdpowiedzUsuńNawet ostatnio oglądałam wywiad - na kanale MishON na YouTube - z Powstańcem. Opowiadał druzgocącą historie, ale jego uśmiech gdy wspominał te lepsze momenty, był czymś najpiękniejszym na świecie. Brakuje czasem tego.
Chciałam się jeszcze odnieść do Twojego komentarza na moim blogu. Moja mama, choć bardzo młoda, też miała niedawno udar. Miała być całkowicie niewładna, ale teraz normalnie chodzi i funkcjonuje. Wiadomo, nie tak jak wcześniej, ale i tak jest bardzo dobrze. Gorzej psychicznie. Tutaj się zatrzymam, jednak chciałam zaznaczyć, że coś tam o tym wiem.
Życzę radości z pisania bloga. Wiem, że to bardzo może pomóc. Robi za miejcie, gdzie można coś wylać do innych ludzi. Poznać kogoś, nauczyć sie czegoś... :)
Mam na imię Marysia i będzie mi miło, gdy będziesz się do mnie zwracała używając zaimka osobowego-ty, lub mojego imienia. To, co piszę o wojnie, to wspomnienia dziesięcioletniej dziewczynki. Dziś to już dawne czasy, ale ja wciąż noszę w sobie obrazy z tego trudnego do przeżycia i bardzo niebezpiecznego okresu. Pytasz, jakie było normalne życie w czasie wojny? Czy był także uśmiech? Był,ale pod tym uśmiechem była czujność i niepokój.
OdpowiedzUsuńLudzie starali się normalnie żyć, ale mieli świadomość, że w każdej chwili może się wydarzyć coś strasznego. Przyjazd do wsi niemieckich żandarmów był zagrożeniem. Kiedyś przyjechali do nas i mama zbielała ze strachu na twarzy. Na ich pytanie, co się stało, odpowiedziała, że jest właśnie po porodzie i jeszcze źle się czuje. Każde takie odwiedziny mogły skończyć się dramatycznie rozstrzelaniem, wywiezieniem do obozu, jakimiś represjami. W czasie wojny życie toczyło się w strachu.
Pytaj, jeśli chcesz coś więcej wiedzieć. Serdecznie Cię pozdrawiam. Marysia.
W młodości miałam fazę szukania i czytania wszystkiego o wojnie. Teraz- unikam. :(
OdpowiedzUsuńObrazy wojenne siedzą we mnie do dziś.
OdpowiedzUsuńMarysiu, dobrze, że o tym piszesz. Ja byłam za głupia, żeby rozmawiać z moimi Dziadkami na ten temat, a teraz jest za późno... Nigdy sobie nie wybaczę.
OdpowiedzUsuńWybacz sobie. Widocznie tak miało być. Ja też dziś żałuję, że nie rozmawiałam z Rodzicami, Babcią, Ciocią o ich dzieciństwie, o zainteresowaniach, o różnych ich problemach. Młodzi interesują się swoim życiem. Taka jest kolej rzeczy. Ale możesz starać się zostawić swoim Dzieciom różne informacje o sobie i o swoim dzieciństwie. Najlepiej napisz to, co chciałabyś żeby poznali z Twojego życia. Przy okazji będzie to również dla Ciebie ogląd Twoich dziecięcych i młodzieńczych marzeń i ich realizacji w dorosłym życiu. Serdecznie Cię pozdrawiam. Marysia.
OdpowiedzUsuń