Był czas, że bardzo bałam się każdego psa. Gdy szłam drogą i nagle pojawiał się na niej pies, to ogarniała mnie taka panika, że najchętniej wskoczyłabym na drzewo, na siatkę, gdziekolwiek, aby się tylko z nim nie spotkać. Tak było w dzieciństwie i tak było, gdy już dorosłam. Ten strach zatruwał mi życie i ograniczał mi moje spacery, bo a nuż....
Już jako poważna, dorosła kobieta pewnego dnia wybrałam się na naszą działkę i na ulicy zobaczyłam dużego psa. Nie miałam wyboru, musiałam koło niego przejść. Przeszłam ostrożnie przyciskając się prawie do siatki ogrodzenia. Pies na mnie nawet nie spojrzał. On poszedł w jedną stronę, ja w drugą.
Po jakimś czasie wracałam do domu. Zobaczyłam, że ten sam pies znowu wlecze się ulicą. Tym razem przyjrzałam mu się uważnie. Był chudy, miał zwieszoną głowę i jakąś bezradność w oczach. Cmoknęłam na niego, a on podniósł głowę i popatrzył na mnie. Zawołałam go, poszedł za mną. Wszedł razem ze mną do mieszkania, rzucił się do postawionej przed nim miski z jedzeniem i położył się pod stołem na szybko zrobionym posłaniu. Został u nas. Któregoś dnia sprzątałam kuchnię i podniosłam psie posłanie, aby wytrzeć kurz. Zobaczyłam suche skórki chleba ułożone pod spodem. Wyciągał te skórki z siatki, w której były zbierane dla kur sąsiadki i gromadził sobie, bo bał się, że znowu może być głodny.
Co to był za pies. Jaka mądrość, przywiązanie i psie serce. Wyleczył mnie ze wszystkich lęków. Po wielu latach odszedł od nas, a u nas pojawiały się inne pieski.
Dziś mamy Fionkę i Małego. Mały to już starowinka. Ma około 18 lat. Tak stwierdził lekarz, który go badał. To też znajdek. Gdy mój Mąż wychodził wieczorami na spacer, to ten piesek nagle się koło Męża pojawiał i towarzyszył mu podczas spaceru. Pewnego dnia wszedł do nas na działkę i już pozostał. Fionka miała dramatyczne przeżycia w swoim psim dzieciństwie. Do dziś jest płochliwa, choć nikt u nas nawet głosu na nią nie podniósł ani razu. Wojuje tylko przez ogrodzenie z naszą kocicą.
„Dziękuję, że jesteś blisko”
Za serce, co niesiesz w pysku!
Za ciężką mordę i łapy obie!
I za kolory świata – co nosisz w sobie!
Dziękuję, że każdej nocy ogrzewasz mnie snem spokojnym,
Za Twe spojrzenia dziękuję i najwierniejsze oczy!
Dziękuję, że jesteś i że zawsze czekasz!
Za uśmiech dziękuję i miłość! za nadzieję w przyszłość!
Dziękuję, że we mnie nie wątpisz, choć powodów wiele,
bo jestem tylko Twoim człowiekiem…
Mój Pieseczku „
Barbara Borzymowska
„To tylko pies”
To tylko pies,
tak mówisz, tylko pies…
A ja ci powiem,
Że pies to czasem więcej jest niż człowiek
On nie ma duszy, mówisz…
Popatrz jeszcze raz
Psia dusza większa jest od psa
My mamy dusze kieszonkowe
Maleńka dusza, wielki człowiek
Psia dusza się nie mieści w psie
I kiedy się uśmiechasz do niej
Ona się huśta na ogonie
A kiedy się pożegnać trzeba
I psu czas iść do psiego nieba
To niedaleko pies wyrusza
Przecież przy tobie jest psie niebo
Z tobą zostaje jego dusza
Barbara Borzymowska
Maria Pakulnis - Psie serce.

Miałam kiedyś kota znajdkę. Do końca życia połykała wszystko szybko co położyliśmy jej w misce jakby ktoś jej chciał to ukraść. I na zapas, bo bała się, że braknie. Musieliśmy dozować jej porcje.
OdpowiedzUsuńNasza kotka jest grubiutka jak baryłeczka, ale potrafi wskoczyć z ziemi na daszek budynku gospodarczego sąsiada, a z daszku do nas na taras, więc nie jest z nią jeszcze źle.
UsuńMaryniu, wiersz Marii Paluknis znałam, Barbary Borzymowskiej nie. Są cudowne oba. I takie prawdziwe. Nie ma większej miłości niż w psich oczach, szczególnie tych po przejściach.
OdpowiedzUsuńW imieniu piesków dziękuję Ci i macham, hau :)))
Dziękuję i odpowiadam w psim języku - Hau! Hau!
UsuńBardzo wzruszające historie. Dogoterapia czyni cuda po prostu!
OdpowiedzUsuńKiedyś lekarz - psycholog zalecał mi dogoterapię, ale mu nie uwarzyłam w jej skuteczność, a miał rację.
UsuńKiedyś pisałam o starszej pani, której pies ze schroniska uratował życie...
UsuńPsia miłość jest najwierniejsza..
OdpowiedzUsuńTo prawda. Dziś to wiem.
UsuńMnie też psy wyleczyły z panicznego lęku, który mnie trzymał latami...
OdpowiedzUsuńA wiersze bardzo piękne.
Mnie też te wiersze się podobały i dlatego je wstawiłam.
UsuńA ja, biedna, mam alergię nie do pokonania; zdążyłam mieć w dzieciństwa i psa, i kota, i wiem, co tracę:(
OdpowiedzUsuńBardzo Ci współczuję, bo pewno nie tylko w domu nie możesz mieć psa, ani kota, ale pewno nie wolno Ci także zbliżać się do żadnych zwierząt ze względu na alergię.
UsuńBardzo ładne wiersze. Wielkie jest psie serce i zaangażowanie w życie rodziny. Moja Nutka uważa, że bez niej nic nie może się dziać. :)
OdpowiedzUsuńSerdeczności :)
P.S.
Marysiu, czy list dotarł?
Jeszcze listu od Ciebie nie otrzymałam. Może dojdzie jutro.Jak tylko go otrzymam, to natychmiast napiszę. Bardzo Ci dziękuję. Przesyłam moc serdeczności dla Ciebie i dla Twojego Męża. Marysia.
UsuńJakie piękne wspomnienie :)
OdpowiedzUsuńDziękuję.
UsuńKocham psy i koty Bardzo wzruszył mnie ten post.
OdpowiedzUsuńMnie wzruszył Twój komentarz.
OdpowiedzUsuńWitam. A ja się boję kogutów...nie psów nie kotów nie lwa... :) Kogutów bo jak byłam dzieckiem napadł mnie jeden.
OdpowiedzUsuńPsy to doskonała terapia bardzo wdzięczna i miła w dotyku... Pozdrawiam
Kiedyś na działce mieliśmy kilka kur i koguta i ten kogut, gdy tylko mnie zobaczył, to pędził w moją stronę, a jego zamiary wcale nie były przyjacielskie.
OdpowiedzUsuń