niedziela, 11 sierpnia 2019

Wspomnienia cd.



Dziś opowiem, jak koniec wojny przeżyli członkowie rodziny mojego męża.
 
 Z opowieści mojej Teściowej.

Rodzina mojego Męża po powrocie z Prus do rodzinnej wsi zamieszkała w swoim domu. Po kilku dniach odwiedził ich niemiecki komisarz, który sprawdził, czy mają gdzie mieszkać i z czego żyć.
Czas był już bardzo niespokojny. Słychać było warkot przelatujących samolotów i coraz bliższy huk wystrzałów. Zbliżał się front.
 
Gdy front był już blisko, ludność cywilna przedostała się przez most na rzece, na stronę, gdzie były wojska rosyjskie. Rodzina mojego Męża zamieszkała w wiosce, gdzie stacjonowali rosyjscy lotnicy. Tu razem z lotnikami cała rodzina zamieszkała w jednej izbie i tu za kotarą Teściowa urodziła trzeciego syna.
W wiosce było lotnisko i co jakiś czas odbywały się naloty niemieckich samolotów i bombardowanie wszystkiego, co znajdowało się na dole. Wtedy zrywały się samoloty rosyjskie i odbywała się walka w górze. Wojskowi walczyli, a ludność cywilna starała się w domach przeczekać atak. Gaszono w domach wszystkie światła, a ludzie kładli się na podłodze
.
Dorośli pracowali, jak kto mógł, aby móc wyżywić rodzinę, a chłopcy biegali i bawili się. Te ich zabawy były bardzo niebezpieczne. Pociski różnego kalibru, od tych wielkich po małe leżały wszędzie. Można je było znaleźć na polach, w schronach, w okopach. Dostępne były na wyciągnięcie ręki. Chłopcy z takich rozbijanych o drzewa pocisków wysypywali proch i używali go do różnych niebezpiecznych zabaw. Kiedyś nazbierali dużo leżącej amunicji, wrzucili ją do schronu, z rozbitego pocisku wysypali proch i usypali z niego długą ścieżkę dochodzącą aż do pocisków. Po czym proch podpalili i popędzili do domów. Po chwili huk zatrząsł domami i szyby poleciały z okien. 
 
Wypadki śmiertelne zdarzały się wśród dzieci i wśród ludzi dorosłych.
Do rodzinnego domu przyjechał na urlop żołnierz. Postawił w kącie niezabezpieczony karabin. Jego dużo młodszy brat, który był jeszcze dzieckiem, wziął ten karabin, chciał zażartować, wycelował przez otwarte okno w dorosłego człowieka. To była chwila. Moment. Brak uwagi dorosłych i chęć zabawy dziecka. Padł strzał i martwy człowiek osunął się na ziemię.

Dzień Zwycięstwa przywitany został przez żołnierzy i ludność cywilną z żywiołową radością. Wojskowi strzelali na wiwat, wszyscy się ściskali i marzyli o odbudowaniu nie tylko spalonych i zrównanych z ziemią domów, ale także o powrocie do normalnego życia.

F.P.Ż. Kołobrzeg 81 - "Dzień zwycięstwa".

Ciąg dalszy za kilka dni.




11 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawe są te Twoje historie, czekam już na następną...żałuję zarazem, że nie spisywałam opowieści moich dziadków.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja także żałuję, że nie pytałam mojej Babci o Jej życie, marzenia. Zdążyłam jeszcze dowiedzieć się od mojej Teściowej, jak Jej rodzina przeżyła wojnę i czasy powojenne.
    A dla swoich Dzieci możesz sama napisać to, co chciałabyś aby wiedziały o Twoim życiu. Serdecznie Cię pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie zapiski własne to dobry pomysł, moim rodzicom dałam nawet taki rodzaj gotowego pamiętnika który można wypełnić dla wnuka. Sama prowadzę kalendarze i pamiętnik dla syna. Spisałam też drzewo genealogiczne naszej ridziny. Kiedyś przyjdzie czas, że będzie chciał poznać swoje korzenie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też chciałam narysować drzewo genealogiczne rodziny, ale chyba mnie ten projekt przerósł. Początek był łatwy, ale im głębiej wchodziłam w szczegóły, to napotykałam coraz to większe problemy z rozrysowaniem całości. Może pomyślę jeszcze raz. Ściskam Cię mocno. Marysia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię czytać Twoje wspomnienia. Festiwal piosenki żołnierskiej, chyba wszyscy oglądali. Ja osobiście bardzo lubię te wojskowe pieśni. Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję za Twój ciepły komentarz. Pozdrawiam. Marysia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Marysiu, dziękuję za kolejną część wspomnień. Jedynie w opisie takich autentycznych sytuacji widać, jakie naprawdę wtedy było życie, albo - w momencie - kończyło się bezsensownie. Dziś pisana jest nowa historia, fałszowana prawdziwa dla interesów pewnej grupy, chwaleni kolaboranci itd. Wtedy był jeden wróg, przegnanie go było szczęściem dla zwykłych ludzi i szansą na powrót do normalnego życia dla tych, którzy przeżyli. Co nie było takie proste, bo jesteśmy narodem, który niszczy sam siebie. I nie wyciąga wniosków.
    Kołobrzeg wszyscy oglądali i nikt nie uważał, że to "niesłuszne" śpiewanie było. Wręcz odwrotnie, wzruszenie nieraz wyciskało patriotyczne łzy...
    Pozdrawianki do Ciebie fruną :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu!
      To dzięki Tobie i innym Blogowiczom publikuję w blogu moje wojenne i powojenne wspomnienia.Bez Waszej zachęty nie wiem, czy bym się zdecydowała o tych odległych czasach i wydarzeniach pisać. Serdeczności przesyłam Marysia.

      Usuń
  8. Marysiu, ja również dziękuję za ten piękny tekst !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie tylko przeczytałeś moje wspomnienia wojenne, ale i zaakceptowałeś je. Dziś jeszcze, gdy zamknę oczy, to widzę wyraźnie kolejne obrazy pełne dramatyzmu. Pozdrawiam.

      Usuń

Skutki.

 Ostatnio więcej czasu spędzałam na działce, niż w domu, no i już są tego efekty. Zaczęłam potykać się o swoje własne nieumiejętności w pisa...