Dziś opowiem, jak koniec wojny przeżyli członkowie rodziny mojego męża.
Rodzina mojego Męża po
powrocie z Prus do rodzinnej wsi zamieszkała w swoim domu. Po kilku
dniach odwiedził ich niemiecki komisarz, który sprawdził, czy mają
gdzie mieszkać i z czego żyć.
Czas był już bardzo niespokojny. Słychać
było warkot przelatujących samolotów i coraz bliższy huk
wystrzałów. Zbliżał się front.
Gdy front był już blisko,
ludność cywilna przedostała się przez most na rzece, na stronę, gdzie były wojska rosyjskie. Rodzina mojego Męża
zamieszkała w wiosce, gdzie stacjonowali rosyjscy lotnicy. Tu razem
z lotnikami cała rodzina zamieszkała w
jednej izbie i tu za kotarą Teściowa urodziła trzeciego syna.
W
wiosce było lotnisko i co jakiś czas odbywały się naloty niemieckich
samolotów i bombardowanie wszystkiego, co znajdowało się na dole. Wtedy
zrywały się samoloty rosyjskie i odbywała się walka w górze. Wojskowi
walczyli, a ludność cywilna starała się w domach przeczekać atak.
Gaszono w domach wszystkie światła, a ludzie kładli się na podłodze.
Dorośli pracowali, jak kto mógł, aby móc wyżywić rodzinę, a chłopcy biegali i bawili się. Te ich zabawy były bardzo niebezpieczne. Pociski różnego kalibru, od tych wielkich po małe leżały wszędzie. Można je było znaleźć na polach, w schronach, w okopach. Dostępne były na wyciągnięcie ręki. Chłopcy z takich rozbijanych o drzewa pocisków wysypywali proch i używali go do różnych niebezpiecznych zabaw. Kiedyś nazbierali dużo leżącej amunicji, wrzucili ją do schronu, z rozbitego pocisku wysypali proch i usypali z niego długą ścieżkę dochodzącą aż do pocisków. Po czym proch podpalili i popędzili do domów. Po chwili huk zatrząsł domami i szyby poleciały z okien.
Wypadki śmiertelne zdarzały
się wśród dzieci i wśród ludzi dorosłych.
Do rodzinnego domu przyjechał
na urlop żołnierz. Postawił w kącie niezabezpieczony karabin.
Jego dużo młodszy brat, który był jeszcze dzieckiem, wziął ten karabin, chciał zażartować,
wycelował przez otwarte okno w dorosłego człowieka. To
była chwila. Moment. Brak uwagi dorosłych i chęć zabawy dziecka. Padł
strzał i martwy człowiek osunął się na ziemię.
Dzień Zwycięstwa przywitany
został przez żołnierzy i ludność cywilną z żywiołową
radością. Wojskowi strzelali na wiwat, wszyscy się ściskali i
marzyli o odbudowaniu nie tylko spalonych i zrównanych z ziemią
domów, ale także o powrocie do normalnego życia.
F.P.Ż. Kołobrzeg 81 - "Dzień zwycięstwa".
F.P.Ż. Kołobrzeg 81 - "Dzień zwycięstwa".

Bardzo ciekawe są te Twoje historie, czekam już na następną...żałuję zarazem, że nie spisywałam opowieści moich dziadków.
OdpowiedzUsuńJa także żałuję, że nie pytałam mojej Babci o Jej życie, marzenia. Zdążyłam jeszcze dowiedzieć się od mojej Teściowej, jak Jej rodzina przeżyła wojnę i czasy powojenne.
OdpowiedzUsuńA dla swoich Dzieci możesz sama napisać to, co chciałabyś aby wiedziały o Twoim życiu. Serdecznie Cię pozdrawiam.
Takie zapiski własne to dobry pomysł, moim rodzicom dałam nawet taki rodzaj gotowego pamiętnika który można wypełnić dla wnuka. Sama prowadzę kalendarze i pamiętnik dla syna. Spisałam też drzewo genealogiczne naszej ridziny. Kiedyś przyjdzie czas, że będzie chciał poznać swoje korzenie.
OdpowiedzUsuńTeż chciałam narysować drzewo genealogiczne rodziny, ale chyba mnie ten projekt przerósł. Początek był łatwy, ale im głębiej wchodziłam w szczegóły, to napotykałam coraz to większe problemy z rozrysowaniem całości. Może pomyślę jeszcze raz. Ściskam Cię mocno. Marysia.
OdpowiedzUsuńLubię czytać Twoje wspomnienia. Festiwal piosenki żołnierskiej, chyba wszyscy oglądali. Ja osobiście bardzo lubię te wojskowe pieśni. Serdecznie pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńDziękuję za Twój ciepły komentarz. Pozdrawiam. Marysia.
OdpowiedzUsuńMarysiu, dziękuję za kolejną część wspomnień. Jedynie w opisie takich autentycznych sytuacji widać, jakie naprawdę wtedy było życie, albo - w momencie - kończyło się bezsensownie. Dziś pisana jest nowa historia, fałszowana prawdziwa dla interesów pewnej grupy, chwaleni kolaboranci itd. Wtedy był jeden wróg, przegnanie go było szczęściem dla zwykłych ludzi i szansą na powrót do normalnego życia dla tych, którzy przeżyli. Co nie było takie proste, bo jesteśmy narodem, który niszczy sam siebie. I nie wyciąga wniosków.
OdpowiedzUsuńKołobrzeg wszyscy oglądali i nikt nie uważał, że to "niesłuszne" śpiewanie było. Wręcz odwrotnie, wzruszenie nieraz wyciskało patriotyczne łzy...
Pozdrawianki do Ciebie fruną :)))
Aniu!
UsuńTo dzięki Tobie i innym Blogowiczom publikuję w blogu moje wojenne i powojenne wspomnienia.Bez Waszej zachęty nie wiem, czy bym się zdecydowała o tych odległych czasach i wydarzeniach pisać. Serdeczności przesyłam Marysia.
:)))
UsuńMarysiu, ja również dziękuję za ten piękny tekst !
OdpowiedzUsuńCieszę się, że nie tylko przeczytałeś moje wspomnienia wojenne, ale i zaakceptowałeś je. Dziś jeszcze, gdy zamknę oczy, to widzę wyraźnie kolejne obrazy pełne dramatyzmu. Pozdrawiam.
Usuń