niedziela, 16 sierpnia 2020

Czemu to się za mną wlecze.

 


Dlaczego uczucie zagrożenia odzywa się u mnie nawet przy oglądaniu seriali rozrywkowych takich jak: Stawka większa niż życie, lub Komisarz Alex.

Uczucie zagrożenia  jest u mnie nie do przyjęcia w żadnej postaci.  Zagrożenie jest fikcyjne, filmowe, a mój strach rzeczywisty. I nie ma na ten strach żadnej rady. Siadam w pokoju, włączamy telewizję i mój Mąż zaczyna oglądać jakiś stary odcinek Stawki większej niż życie z panem Mikulskim w roli głównej. Pan Mikulski w każdym odcinku znajduje się w niebezpieczeństwie, ale dzięki swojej wiedzy,  sprytowi i różnym sprzyjającym okolicznościom wychodzi z każdego zagrożenia bez żadnego szwanku. Ot, taki filmik dla relaksu. A ja rosnę. Niepokój wywołany wymyślonymi sytuacjami podnosi mi prawie włosy na głowie. Toteż gdy słyszę muzykę zapowiadającą film wychodzę z pokoju, aby się nie denerwować.

To samo dotyczy serialu Komisarz Alex. Ja wiem, że tu pies zapobiegnie jakiemuś nieszczęściu. Wiem też, że to tylko jest film, a jego fabuła jest wymyślona, że tak naprawdę nikomu nic nie grozi. A ja boję się, tak bardzo, że aż wstyd się przyznać. Wiem, że to, co robią bohaterowie oglądanego przeze mnie serialu, to fikcja, że w rzeczywistości ci aktorzy, którzy przeżywają właśnie chwile zagrożenia na ekranie, w rzeczywistości są całkowicie bezpieczni. A ja jestem rozsypana. W wyobraźni razem z komisarzami czaję się na złoczyńców, ponoszę ryzyko niebezpiecznej filmowej akcji itd.

Jedynym serialem kryminalnym, który mogę spokojnie oglądać, jest Ojciec Mateusz. Tu na początku odcinka dowiadujemy się o popełnionej zbrodni, a później prowadzone jest śledztwo policyjne. Ojciec Mateusz występuje w roli świetnego detektywa. Odnajduje zwykle jakieś ślady przestępstwa i doprowadza do jego wykrycia. Tu widz śledzi tylko przebieg czynności operacyjnych policji, no i widzi działania księdza.

Wiem, że ten mój niepokój jest być może drobiazgiem, przy którym nie warto się nawet zatrzymywać, ale z różnych drobiazgów składa się życie. Przez głowę przebiega mi myśl, czy u mnie nie są to echa wojny i czasów tuż po wojnie, gdy wszystko było możliwe. Życie lub nagła śmierć. Np. w lesie od niewypału lub od kuli schowanego za drzewami bandyty. 

Po zakończeniu wojny zdarzało się, że wieczorem ludzie z bandy kryjącej się w sąsiednim lesie wyprowadzali kogoś z mieszkania i zabijali na podwórku. Mógł to być sołtys, jakiś działacz, lub ktoś inny.

Mój brat po zakończeniu wojny poszedł do gimnazjum w sąsiednim mieście. Do klasy przestał przychodzić jeden z uczniów. Znaleziono go zabitego w łódce zakotwiczonej na brzegu rzeki. 

Wojna była już zakończona, a w wielu miejscowościach wcale nie było bezpiecznie. To były straszne czasy pełne zagrożenia i braku podstawowych artykułów potrzebnych do życia.

Kiedy patrzę na to, co dziś dzieje się u nas w kraju to też ogarnia mnie niepokój i pojawia się myśl: - Nigdy więcej wojny i nieszczęścia, które ona niesie.

31 komentarzy:

  1. Kiedy byłam nastolatką, wręcz zaczytywałam się książkami o tematyce wojennej, oglądałam wojenne filmy- a wtedy było ich dużo. Nie wiem, skąd u mnie brała się taka potrzeba uzupełniania wiedzy. Nastąpił moment, kiedy mogłam powiedzieć 'dość '. I teraz reaguję podobnie jak Ty- unikam zbędnych emocji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja dziś z wojennych ekranizacji to mogę oglądać film Czterej pancerni i pies. Inne mnie bardzo męczą.

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że te lęki wojenne są w Tobie mocno zakorzenione. Psychika pod tym względem jest tajemnicza bardzo.
    Ja z kolei nie mogę czytać i oglądać niczego, gdzie dzieciom lub zwierzętom dzieje się krzywda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już sam temat krzywdy dzieci i zwierząt jest poruszający, a do tego może zobaczyłaś kiedyś, albo mocno przeżyłaś jakąś scenę.

      Usuń
  4. Dlaczego filmy lub wspominane wydarzenia wojenne wywołują w Tobie zagrożenie i strach?
    Sama sobie - ostatnim akapitem Twojego postu - na to pytanie odpowiedziałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Choć byłam małym dzieckiem, to przeżycia wojenne, które były moim doświadczeniem, mocno we mnie siedzą, choć tyle lat już od nich upłynęło.

      Usuń
  5. Myślę że sporo osób które przeżyły wojnę tak ma.Moja sw.p.mama robiła się sztywna gdy zawyły syreny,sąsiadka robiła zakupy gdy słyszała o zamieszkach (pochodziła z Lwowa),takie traumy pozostają.Pozdrawiam i ściskam mocno.

    OdpowiedzUsuń
  6. Masz rację. To były straszne czasy i jakiś ślad po nich w psychice pozostał.Przytulam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszyscy mamy podobne lęki, o różnym natężeniu - mniejsze lub większe, ale są. Urodziłam się wiele lat po wojnie, ale czytając książki, gdzie akcja działa się np. w obozie koncentracyjnym, dostaję jakiejś traumy. Staram się tę tematykę omijać, wystarczająco dużo zła dzieje się wokół nas, żeby jeszcze się dobijać traumatyczną lekturą... Choć przecież powinniśmy pamiętać. Niemniej ta martyrologia w nadmiarze nie robi dobrze psychice.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem tego zdania. A z tymi wspomnieniami, które nosimy w sobie, musimy sobie jakoś radzić.

      Usuń
  8. "Stawka" - serialem rozrywkowym? - Mniejsza z tym... Oglądałem ja [rocznik 1941], oglądąły moje dzieci [1966 - 71] i wnuki -[1993-2010]. Życyłbym tego ewentualnym moim prawnukom, choć to wg mnie nie rozrywka lecz ponury i pouczający klimat okrutnej i ostatniej [oby] historii wojennej [ale przecież nie historia]. Alexa nie znam, a "Mateusza" po pierwszych pięciu odcinkach [ileż to już czasu!!!] mam serdecznie dość i tuszę, że jak nie oglądąły tego czegoś moje dzieci i wnuki, tak i ich ewentualnym następcom to nie grozi, choć nie wątpię, że potrwa to jescze jakiś czas, dopóki nie dorosną filmowe dzieci i pozamałżeńskie wnuki ojca Mateusza.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiem, że oglądanie seriali typu Ojciec Mateusz chwały oglądającemu, czyli mnie nie przynosi, ale grają w serialu aktorzy, których lubię, leci jakaś historyjka, która kojarzy mi się z kreskówkami dla dzieci. A ja być może już dziecinnieję na stare lata. Uśmiecham się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie deprecjonuję Odbiorców ni Aktorów. Neguję wartość tesiemca.

      Usuń
    2. Co do wartości mamy podobne zdanie.

      Usuń
  10. Inspirujący wpis Mario. Dziękuję za odwiedziny na moim blogu - na Księdze Nocy. Przesyłam pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przesyłam Ci moc uśmiechów i życzenia zdrowia i wszelkiej pomyślności. Maria.

      Usuń
  11. Ja seriali nie oglądam, jeśli już - to "z rzadka". Najważniejsze, by nie dopuścić do kolejnego rozlewu krwi. Inspirujący wpis - wiem, powtarzam się. Pozdrawiam Mario jeszcze raz :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziękuję za odwiedziny i za komentarz. Dla mnie spokojne seriale są jak baśń dla dzieci. Odpoczywam przy nich i odrywam swoje myśli od tego, co jest niepokojące, czy wręcz zagrażające. Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Byłam krótko na planie filmowym "Komisarza Alexa". Potwierdzam, nikomu krzywda się nie działa. :)
    Jak bym była na Twoim miejscu zaniechałabym oglądania filmów i seriali. Przynajmniej na jakiś czas. Może pora na jakąś spokojną fabułę w książce?

    OdpowiedzUsuń
  14. Dla mnie niewyobrażalna jest cała wojna, Ty byłaś w samym jej środku. Została więc trauma.. Ja choć nie żyłam w czasie wojny, przeżywam mocno każdą wzmiankę o tamtym bestialstwie. Uściski Marysiu..

    OdpowiedzUsuń
  15. Bo wojna jest niewyobrażalna. To, co w czasie pokoju stało normalnie na nogach, w czasie wojny staje na głowie. Uściski także dla Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  16. A jutro Mario - tak jak dziewiętnastego sierpnia, o godzinie 4:41 będzie można obserwować Nów Księżyca w znaku Lwa. Ale krótko, ponieważ o 10.20 Miesiączek wkracza w znak Panny. No i warunki meteorologiczne fatalne. Ślę pozdrowienia, dziś trzy razy schodziłem - byłem godzinę na polu / dworze między 5.15 a 6.15 - kiedy jest jeszcze chłodno, potem zejście do skrzynki na listy i przed piętnastą do Stokrotki. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Uważam, że ''Stawka większa niż życie" nie jest serialem rozrywkowym. Powinna być przestrogą, do czego prowadzi zła interpretacja historii. Choć do bólu naszpikowana propagandą, to jest znośna. Często oglądam. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Masz rację. Źle się wyraziłam.

    OdpowiedzUsuń
  19. Traumy wojenne zostaja, i wedle naukowców, sa nawet przenoszone na nastepne pokolenia. To sa te rozterki, niepewnosci, nic co mozna uchwycic, cos niezdefiniowanego, cos, co tkwi nawet jeszcze we wnuku.
    Ksiazki czy filmy wojenne nie interesowaly mnie zbytnio, chociaz co roku obligatoryjnie na rozpoczecie roku szkolnego serwowano nam w kinie Westerplatte (szkola byla tego imienia). Ja zaczytywalam sie w tematyce obozów koncentracyjnych, sama nie wiem dlaczego. Pierszy raz odwiedzilam obóz koncentracyjny w 2013 w Buchenwald, panowala tam niesamowita atmosfera, i po jakichs 2 godzinach byla ta aura dla mnie nie do wytrzymania. Chociaz w Buchenwald malo co jeszcze jest. Ale to niby nienamacalne cierpienie wielu ludzi jakos jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście nie zwiedzałam żadnego obozu. Opowieści ludzi i obozowa literatura mi wystarczą. To były straszne czasy i oby nigdy nic podobnego się nie wydarzyło.

      Usuń
  20. Zgadzam się z Lucy. Rodzona Siostra mojej Świętej Pamięci babci Heleny - trafiła do Dachau na cztery lata. Jej mąż zaś do Oświęcimia. Mój Świętej Pamięci Dziadek ze strony nieżyjącego Taty brał udział w Wojnie Obronnej 1939. To mi się często śni.

    OdpowiedzUsuń
  21. Mnie się śni także na jawie, gdy w środkach przekazu mówią o rozruchach w jakichś krajach.

    OdpowiedzUsuń
  22. Marysiu, urodziłam się 9 lat po wojnie, ale miałam ją w sobie odkąd pamiętam. Do Oświęcimia z wycieczką nie byłam w stanie wejść, głuchy dźwięk bombowca mam dotąd w uszach choć przecież nie mogłam go słyszeć... I takie tam jeszcze dziwne plączą mi się po głowie wspomnienia-"niewspomnienia", takie moje-"niemoje". Powiem Ci jeszcze, że przerażenie mnie ogarnia teraz gdy patrzę na to, co się u nas dzieje, na odczłowieczanie grup ludzi... Od tego się przecież zaczyna...
    Nie czytam książek o złym zakończeniu, nie oglądam filmów dopóki nie wiem jak się kończą, od trzech tygodni nie włączam telewizora. Wiadomości czytamy w necie i starczy. Muszę się jakoś pozbierać, żeby beznadzieja nie zwyciężyła. W ramach zregenerowania organizmu tak trzeba, ale na stałe - nie! Jak w tekście Młynarskiego..
    Trzymaj się Maryniu, bo jesteś po prostu cudowną kobietą! Buziaki! anka

    OdpowiedzUsuń

Skutki.

 Ostatnio więcej czasu spędzałam na działce, niż w domu, no i już są tego efekty. Zaczęłam potykać się o swoje własne nieumiejętności w pisa...