Za oknem przez jedną noc zrobiło się biało. Zima. W mojej grafice biało jest na drzewach, w rzeczywistości biało zrobiło się na dachach domów na jezdniach i chodnikach.
ale mi nie ciężą wcale!
Pędzę, lecę — prędzej niż wy —
bo się ślizgam doskonale.
Dać mi rady nie możecie —
stanę pierwszy sam przy mecie!
Choć się czasem ktoś wywali,
nie pomyśli nikt o guzie!
Choć mróz tęgi szczypie w buzię.
nie będziemy narzekali!
Nie ma smutków, rozgoryczeń —
niech nam żyje biały styczeń!
Kiedyś pisałam już o mojej nauce jazdy na łyżwach, ale było to tak dawno, że nie jestem nawet pewna, czy tamten wpis wstawiłam. Miałam wtedy około sześćdziesięciu kilku lat. Mieszkaliśmy w bloku, obok którego było co roku wylewane dla uczniów lodowisko. To lodowisko zaczynało się kilka metrów od bloku mieszkalnego, w którym mieszkaliśmy my i sześć innych rodzin nauczycielskich.Wystarczyło wyjść z bloku, przejść kilka metrów i można było zaczynać jazdę. Rolę mojego nauczyciela wziął na siebie mój dorosły syn. Wyszliśmy z budynku. Ja już na schodach domu założyłam łyżwy i syn pociągnął mnie w kierunku tafli lodowej. Popatrzyłam. Tafla oświetlona była lampami elektrycznymi i widziałam z jaką gracją i bez najmniejszego wysiłku jeżdżą po niej nasi uczniowie i inni młodzi ludzie. Wyglądało na to, że utrzymanie się na łyżwach nie jest wcale takie trudne. Asekurowana przez syna dzielnie postawiłam kilka kroków,. Dopóki syn mnie trzymał, to ostrożnie
poruszałam się w pozycji pionowej, ale gdy tylko mnie puścił,
natychmiast traciłam równowagę. W końcu syn zostawił mnie na lodowisku, a
ja nie patrząc na to, że sześćdziesięcioletniej osobie nie wypada
raczkować, upadłam na kolana i na kolanach doczołgałam się do brzegu
tafli. Tu założyłam buty i wróciłam do domu z łyżwami pod pachą. Moją
naukę jazdy obserwowały przez okna swoich mieszkań moje koleżanki,
które popłakały się ze śmiechu widząc moją "naukę". Ja śmiałam się później razem z innymi. Śmieszności się nie bałam ani wtedy, ani dziś.
Kiedy teraz oglądam popis jazdy tanecznej na lodowisku, to mam świadomość ile wcześniej taka para musi włożyć pracy i wysiłku w taką jazdę.

Wspaniałe wspomnienia Mario opublikowałaś. Dla mnie jazda na łyżwach to wciąż abstrakcja. Ale wpis jest bardzo "pocieszny" . U mnie - południe Polski - też biało. I chyba mróz w nocy złapie. Pozdrawiam ! PS. Grafika bardzo ładna :)
OdpowiedzUsuńLubię bawić się robieniem tych grafik. Prawdziwy grafik pewno za głowę by się złapał, gdyby zobaczył, że tę moją twórczość nazywam grafikami. Są to bardzo proste odpowiednio ułożone elementy. Pozdrawiam Cie serdecznie.
UsuńJa uczyłam się na pożyczonych łyżwach i kiedy ponownie mogłam je pożyczyć, to okazało się, że zapomniałam...
OdpowiedzUsuńAle przypomnieć sobie jest pewno łatwiej, niż nauczyć się od podstaw. Masz więc do czego wracać.
UsuńU nas w podstawówce jeździło się na butach a i łyżwy były specyficzne: z chwytakami przykręcanymi metalowym kluczem do buta. Były i inne- z "żabką" z dziurą w środku, w który to otwór wkręcało się łyżwę a chwytakami albo paskami skórzanymi przyczepiali łyżwę do przedniej części buta- oczywiście nie mógł być miękki i elastyczny, bo łyżwy by się nie trzymały. Trochę jeździłam na łyżwach w ogólniaku- było lodowisko , ale nigdy mnie to nie porywało, podobnie jak dużo później rolki czy deskorolki. Tych nawet nie próbowałam!;)
OdpowiedzUsuńAle jeździłaś, więc masz jakieś doświadczenie. Wiesz, co to znaczy jeździć na łyżwach. Ja mogę sobie tylko wyobrażać, jak to wygląda w praktyce. Rolki i deskorolki to już sprzęt sportowy moich prawnusiów.
UsuńŁyżew nie miałam, kiedyś wypożyczyłam ale to była porażka.Za to miałam świetne narty zrobione z klepek starej beczki, to był hit.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńNarty i jazdę na nich oglądam tylko w internecie. Kiedyś po lodowisku jeździłam na butach tak jak BBM. Dziś unikam wszelkiego ślizgania się. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńJak się patrzy na jeżdżących, to wydaje się takie proste , ale byłaś bardzo odważna. Serdecznie pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń