W programie PhotoScape wszystkie zmiany w grafikach robię na tak zwane oko. Brak mi wiedzy teoretycznej i praktycznej. Chyba zacznę od przetłumaczenia na język polski wszystkich poleceń. To już będzie coś. A później wykorzystam poradnik. Obecna moja wiedza jest jeszcze bardzo mizerna. Umiem już wstawić do grafiki dymek z napisem i ten dymek przesunąć w odpowiednie miejsce. Umiem zapisać grafikę i wstawić ją do bloga. Na tym na razie kończą się moje umiejętności.Jest to dopiero wstęp do wiedzy, ale od czegoś trzeba zacząć.
Jest godzina 18. Na dworze jest ciemno. Ja siedzę przy biurku i popijam ziołową herbatkę. Podobno jest zdrowa, ale nie mogę powiedzieć, żeby była smaczna.
Jeśli chodzi o takie herbatki, to przypominam sobie, że po wojnie razem z mamą zbierałyśmy dziurawiec na ugorach i z tego suszonego ziela mama robiła każdego dnia w lecie garnek naparu dla nas. Gdy któraś z nas sióstr wpadała do mieszkania z wołaniem: - Mamusiu! Ale mi się chce pić! To mama mówiła: - Jest dziurawiec w garnku! - My piłyśmy ten napar i dalej biegałyśmy po dworze. Dopiero, gdy dorosłam, znalazłam w jakiejś medycznej książce ostrzeżenie. Podobno można dostać uczulenia, gdy się przebywa na słońcu po piciu dziurawca. Nie przypominam sobie, aby którakolwiek z nas miała z tego powodu jakieś zmiany na skórze.
A skoro przypomniałam sobie historię z dziurawcem, to od razu nasunął mi się następny obraz. Jest lato. Upał. Rok szkolny się skończył i są właśnie wakacje. Teren szkoły od ulicy odgradza siatka, a wzdłuż niej rośnie rząd wiśni. Piękne soczyste owoce kuszą, więc włażę na drzewo jak wiewiórka, rozsiadam się na gałęzi i objadam się owocami bez opamiętania. Początkowo jem same owoce, później połykam także pestki.
Resztę owoców, których my dzieci nie zdołaliśmy zjeść, mama wsypywała do gąsiora i zasypywała cukrem. W zimie był sok wiśniowy i lekko pachnące alkoholem owoce.
Przypominam sobie, że kiedyś sama chciałam nałożyć sobie tych podfermentowanych wiśni na talerzyk. Mama mnie ostrzegła. - Możesz zbić gąsior. Zaczekaj! Sama ci nałożę!
- Nie stłukę! - zapewniłam i nim skończyłam wymawiać ostatni wyraz wiśnie i szkło z gąsiora znalazły się na podłodze.
W zimie zawsze też mieliśmy jagody w soku na oknie. Las był blisko i krzaczków jagodowych było aż gęsto. Było rodzinne zbieranie owoców i konserwowanie ich cukrem.
Może to moje coroczne robienie zapasów na zimę jest pozostałością wspomnień z dzieciństwa? - pomyślałam.

Przepiękny wpis Mario. Powoli schodzi ze mnie poranna krzątanina. Chrzestny mi zmarł, po długiej chorobie. 71 lat. Mam więc pogrzeb w poniedziałek, o jedenastej. Serdeczności ślę :)
OdpowiedzUsuńDziękuj za piękny komentarz. Ja w sobotę żegnam Koleżankę. Jest mi smutno.
OdpowiedzUsuńWyrazy współczucia Mario. Myślami będę przy Tobie.
UsuńKiedyś wszystko było inaczej, co wcale nie oznacza, że lepiej... ;)
OdpowiedzUsuńPrzede wszystkim było dużo biedniej.
OdpowiedzUsuńZ tej grafiki strzelają fajerwerki, cudnie!
OdpowiedzUsuńOd dłuższego czasu nie pijam czarnej herbaty, tylko owocowe i ziołowe:-)
jotka
Odkąd lekarz polecił mi pić czystą gorącą wodę, to od wielu lat piję już tylko taką.
OdpowiedzUsuńCałkiem możliwe że to związane z miłymi wspomnieniami, albo po prostu zostało Ci to już we krwi.. U nas rzadko były robione przetwory i jakoś się tego nie nauczyłam i nie czuję potrzeby. Choć przy dziecku przydałaby się taka umiejętność i możliwość korzystania z przetworów zimą.. Miłego wieczora Marysiu..
OdpowiedzUsuńŻałuję, że nie mieszkasz bliżej mnie. Mogłabym Cię trochę wspomóc w owoce z zamrażarki.
OdpowiedzUsuń"Kraj lat dziecinnych - on zawsze zostanie święty i czysty jak pierwsze kochanie"
OdpowiedzUsuńSerdeczności Marysiu
Piękny cytat z utworu wielkiego poety. Jak widać poezja wyraża to, co było, co jest i co będzie i to w pięknej formie.
UsuńMarysiu, najpiękniejsze są takie wspomnienia. Właściwie - one są nami, nierozerwalnie związane z naszą duszą, sercem. Bez nich nie ma nas.
OdpowiedzUsuńNie mogłam wczoraj zostawić ani słowa pod wpisem o babci, dziś mi się udało. Przytulam Cię serdecznie :)))
Dziękuję Ci bardzo za piękny komentarz. Marysia.
UsuńMama zawsze robiła zaprawy na zimę i ja oraz moje rodzeństwo też robi. Ja nie wyobrażam sobie pustych regałów w piwnicy. Więc coś jest na rzeczy, że mamy to we krwi ;) Serdecznie pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńJa chyba wpadłam już w nałóg robienia zapasów zimowych
UsuńGrafiki na szóstkę. Gratuluję. I nas też robiło przetwory
OdpowiedzUsuńBardzo nie lubiłam odbierać porzeczek z tych szypulek.Pamiętam ze czerwona porzeczka była też na gorączkę. Jak otwieralismy kompot z czereśni na niedzielę to liczyliśmy te owoce aby ktoś nie dostał więcej. Wszystkie moje siostry robią zaprawy i bratowe tez.Moja synowa również a córka bierze od mamy z półki gotowce.Teraz jak synowa ma 2 malutkich to staram się też jej coś włożyć w słoiki. Z dziurawcem nie należy przesadzać. Tez to czytałam
Pozdrawiam
A ode mnie prawie nikt ani przetworów, ani mrożonek nie chce. Jedyne, co miało powodzenie, to owoce suszone i ususzone i zmiksowane na proszek warzywa z zieleniną.
OdpowiedzUsuń