czwartek, 9 stycznia 2020

Słowa zapisane kiedyś.

1 maja 2001 r (wtorek)

Od wczoraj jest prawdziwie upalna pogoda. Zdjęłam już rajstopy i kurteczki. Chodzę w klapkach, w cienkich spódnicach i w bluzkach
Dziś było podobno 29 stopni. Tak powiedziała znajoma. Nie sprawdzałam, ale było bardzo gorąco.
Kwitną pierwsze drzewa owocowe. Najpierw zakwitła brzoskwinia i morela. Za nią podążyły czereśnie, a następnie śliwki. Na dworze jest pięknie. Młoda zieleń, biel drzew, różne odgłosy życia ćwierkanie, cykanie, klaskanie, gruchanie...... Od czasu do czasu rozlega się szczekanie psów, hałas przejeżdżającego pociągu. Czasami przyjeżdżają sąsiedzi i wtedy słychać głośne śmiechy, rozmowy, muzykę z nadajnika, wołania dzieci.
Jest radośnie wokoło. Wszyscy cieszą się z ciepła, z wiosny, z tego, że w całej przyrodzie budzi się życie, energia. To życie i energię widać nawet w zachowaniu starszych ludzi. Chodzą bardziej energicznie, jakby ubyło im lat. Chętniej żartują, są dla siebie życzliwi.
Ja też się cieszę. Ale jednocześnie z radością jest we mnie nutka melancholii, jakiejś nostalgii. Jakby czegoś było mi brak, jakbym do czegoś się wyrywała, a nie wiem do czego. I zaczyna się niepokój. Właściwie nie dotyczy on niczego konkretnego Jest jak echo, jak poranna mgła wisząca nad trawą, jak ćmiący ból zęba. Dotyczy przyszłości mojej i moich bliskich. Nie, żeby coś się działo niepokojącego, zagrażającego mnie lub moim kochanym. To nie jest nawet przewidywanie, tylko irracjonalny niepokój i myślenie - Świat jest nieprzewidywalny, w przeszłości zdarzały się różne zagrożenia, kataklizmy, więc jaka jest gwarancja ?........
Nawet sen dziś w nocy miałam przykry. Jakiś ogień, chyba wybuch, zburzone miejsce, z którego pędziły tłumy ciekawskich ludzi, którzy już tam byli i zdążyli wszystko zobaczyć na własne oczy. Tylko ja byłam z dala. Wiem, że wybuch nastąpił w innym miejscu, niż mogłam się spodziewać i byłam z tego powodu bardzo zdziwiona.
 ...............................................................................................................................
 
Co to jest szczęście ?
Czy są to wielkie radosne doznania ? Czy jest to cicha radość, spokój i harmonia ? A może jedno i drugie?
Marzyłam o szczęściu. Wierzyłam, że ono prędzej, czy później przyjdzie do mnie.
***
Było rano. Weszłam na chwilę po coś do pokoju, gdzie był włączony telewizor i w jednej chwili wszystkie ważne sprawy przestały być istotne, a ja usiadłam i zaczęłam patrzeć i słuchać
W programie występowała niewidoma dziewczyna, która mówiła o sobie. Powiedziała, że lubi dotykać drzew i obejmować je.
  • Jak wytłumaczyć niewidomemu od urodzenia, jak wygląda drzewo,
    którego nie może objąć z powodu jego grubości? – zapytała.
Była pogodna, spokojna. Nie targały nią rozpacz i beznadziejność. Po prostu opowiadała o swoim świecie, który jest inny.
Ta spokojna opowieść wstrząsnęła mną. Nie potrafiłam zrozumieć, jak można pogodzić się z tak straszliwym kalectwem.
Wyobraziłam sobie świat ciemności i nie umiałam o nim nawet spokojnie myśleć. Wokół tej ciemności krążyły strach, rozpacz, bezsilność, beznadziejność.
***
Któregoś dnia wybrałam się jak zwykle do sklepów. Na dworze było pięknie. Za drogą, zza gęstej mgły, która opadła nisko i leżała tuż nad ziemią, widać było kontury drzew w lesie.
Przypomniały mi się słowa niewidomej dziewczyny. Pomyślałam:
  • Jak można pokazać niewidomemu tę ścianę lasu, czy choćby te pierwsze drzewa rosnące tuż przy drodze i ich rozbieloną zieleń.
Nagle uświadomiłam sobie, jaka ja jestem szczęśliwa. Moje szczęście to to, że widzę. O!, właśnie jedzie drogą samochód. Jest czerwony. Widzę kolory, widzę kształty, widzę ruch.
Jaka jestem szczęśliwa, że słyszę. Trudno sobie wyobrazić świat absolutnej ciszy, a przecież taki jest świat ludzi głuchych. Nawet, gdy jest cicho, można uchem wyłowić różne odgłosy, stukania, szumy, szmery. Stuk... puk... puk... – to krople wody z topniejącego śniegu spadają rynną z dachu. Kracze wrona. Słychać szelest gałęzi poruszanych lekkim powiewem.
Jestem. Żyję. Wszystko dokoła mnie zmienia się . Raz jest biało, kiedy indziej zrudziałe trawy wyglądają do słońca, powoli zamieniając się w soczystą zieleń, a we mnie raz jest radość i wtedy wszystko dokoła widzę w blasku słońca, kiedy indziej jest we mnie zachmurzenie, smutek i świat widzę w ciemnych kolorach.
Jak to możliwe, że rzeczy tak oczywiste, jak to, co nagle zobaczyłam, niedostępne było dla mnie kiedyś? Kto mi zabraniał poczuć radość z tego prostego faktu, że żyję. Dlaczego czekałam, aż szczęście do mnie przyjdzie, podczas gdy wystarczyła chwila, abym zrozumiała, że ono jest we mnie.





9 komentarzy:

  1. 9 stycznia – wychodzę z domu w półbutach, kurtka wisi w szafie, przeprosiłam się z kamizelką. (To tak na marginesie).
    Poznaję dosyć często historie kalekich ludzi, którzy cieszą się życiem, ale najwięcej poznaję ludzi, którzy są zdrowi, a ciężko u nich o choćby uśmiech. Coraz częściej słyszy się o depresji. Powiedz mi, czy człowiek naprawdę musi dostać kopa w rzyć, musi mu urwać nogę albo musi oślepnąć, aby zauważył, że szczęście to nie jest wcale jakiś mityczny gatunek zwierza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to jest, że nie doceniamy tego, co mamy i szczęścia szukamy raczej w naszych wyobrażeniach niż w rzeczywistości. A szczęściem może być po prostu to, że żyjemy, że widzimy, słyszymy, czujemy, że jesteśmy wśród bliskich nam ludzi i wśród tych ludzi dalszych. Maria.

      Usuń
  2. Powiedziałaś: szczęście jest we mnie. Postawiłam sobie to pytanie i wcale nie mam na nie jednoznacznej odpowiedzi, bo dla mnie szczęście to rodzaj pełni, samorealizacji, własnego miejsca na tej ziemi... czy to w ogóle jest do osiągnięcia?... ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewno każdy z nas ma swoje wyobrażenie szczęścia i to wyobrażenie zmienia się razem z nami. Pewno inne jest szczęście małego dziecka, inne młodego człowieka, a inne człowieka starszego - doświadczonego życiem. Całusy.

      Usuń
  3. Chyba własnie wzroku brakowałoby mi najbardziej, podziwiam niewidomych zdobywających szczyty i jednocześnie mi żal, że nie widzą tego, co my...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie żal ludzi niepełnosprawnych i podziwiam ich walkę o życie możliwie jak najbardziej normalne. Przykłady np: Jasiek Mela; ludzie malujący pędzlem trzymanym palcami stopy, lub trzymanym ustami i wielu, wielu innych.

      Usuń
  4. Wspomnienie z 2001 piekne a jakże podobne do dzisiejszych czasów.Sa ludzie którzy chorobę może złe określenie akceptują , żyją jako niewidomi, głusi i mają swój świat.U mnie w klatce 2 rodziny głuchoniemych.Młodzi mają dwoje dzieci, pięknie układają usta , można odczytać o czym mówią, ich mamusia troszkę słyszy i mogę z nią porozmawiac.Dziwne to życie, rodzice tej pani słyszą, mówią , 2 córki mają głuchonieme a ostatnia jest mówiąca i słysząca, nie wiedza dlaczego.Życie, potrafi namieszać.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Trudno sobie wyobrazić życie ludzi niepełnosprawnych. Ciarki po mnie przechodzą, jak o nich pomyślę i o ich zmaganiu się z życiem.

      Usuń
  5. Piękne Twoje słowa zapisane kiedyś.
    Życie koryguje pojmowanie szczęścia, chyba też wyostrza spojrzenie. Twoje odczucia, Marysiu, są mi bardzo bliskie.
    Serdecznie Cię pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń

Skutki.

 Ostatnio więcej czasu spędzałam na działce, niż w domu, no i już są tego efekty. Zaczęłam potykać się o swoje własne nieumiejętności w pisa...