Ostatnio pracowicie zmieniam detale w starych grafikach i wstawiam je jako nowe Ta szara grafika jest dzisiejszej produkcji.
Dzisiejszy dzień był taki sobie. Niebo i powietrze zamglone, na dwór nie chce się wyjść, toteż zajęłam się kuchnią.
Nie był to zbyt szczęśliwy pomysł, bo złapałam się za zrobienie pasztetu z fasoli, ale ten eksperyment mi nie wyszedł. A tak się napracowałam. Ugotowana fasola została zmielona, do tego doszły jajka, mąka ziemniaczana i różne dodatki smakowe. Efekt jest taki, że zamiast wywalić ugotowaną fasolę, która stała już kilka dni na dworze i nie bardzo wiedziałam, co z niej zrobić, to teraz wywalę gotowy pasztet, bo jest do niczego. Jeszcze myślę, że może ptaki się zlitują i wydziobią choć trochę tego "rarytasu".
Nie będę narzekać. Sama tego chciałam. Zamiast trzymać się sprawdzonych przepisów zachciało mi się poeksperymentować w kuchni, a eksperymenty lubię i to różne. W kuchni też. No i eksperyment nie wyszedł. Całe szczęście, że mój mąż już do moich dziwactw przywykł i nie dobijał mnie uwagami typu. - I po co ci to było! - Ma żonę, która co jakiś czas zaskakuje go niecodziennymi pomysłami. Pewno potraktował to, jako dziwactwo kolejne.
Ale przynajmniej już wiem, jak ustawić pokrętła w kuchence, aby coś upiec w piekarniku. Dziś była próba generalna, co prawda nieudana, ale jakieś korzyści i z tego niepowodzenia można wyciągnąć.
Tak, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Po siedzeniu w kuchni warto byłoby się gdzieś wybrać. Mój wybór pada dziś na góry i to nie byle jakie. Ruszamy zdobywać Himalaye. Będziemy zdobywać je wzrokiem i będziemy podziwiać śmiałków, którzy próbują zdobyć te niedostępne szczyty.
Zapraszam na wycieczkę.

Zaniechałam ostatnio eksperymentów. Wole tradycyjne sprawdzone.Napracujesz się i nic z tego.Mam kuchenkę nowa 3 lata i tez odkrywam nowości i dumna jestem z tego
OdpowiedzUsuńGrafiki coraz piękniejsze. Jeszcze odnośnie gotowania to czasami korzystam z przepisów blogerek jednak uważnie czytam składniki. Pozdrawiam.
Odpowiadam na Twój komentarz drugi raz, bo jeden zniknął i nie wiem dlaczego. Ja lubię czasami w kuchni poeksperymentować. Kiedyś wymyśliłam kaszankę bez mięsa i krwi i była smaczna. Również Cię pozdrawiam. Maria
UsuńDobrze sobie radzisz Mario. Grafiki przepiękne. Ja tęsknię za tatrami nieco :)
OdpowiedzUsuńĆwiczę zdobywanie nowych umiejętności. Cieszę się, że moje grafiki podobają Ci się.
UsuńSą śliczne. Myślę o kolejnym kierunku studiów, ale nie w tym roku. Myślałem o farmacji, biologii, polonistyce i archeologii sądowej. Pani z Avivy doradziła studia prawnicze. Ale nie teraz, teraz piszę Wielkie Oczekiwanie. Ślę pozdrowienia :)
UsuńMyślę, że studia, to bardzo dobry pomysł. A jaki kierunek wybrać, z pewnością sam najlepiej będziesz wiedział.
UsuńJam humanista Mario, ale przyrodnikiem też bywam. Poczekamy, zobaczymy :)
UsuńDlaczego nie wyszedł Ci ten pasztet? W smaku był nie do przyjęcia czy konsystencja do kitu? Z pasztetów bezmięsnych dobry mam jeden przepis na jajeczny oraz drugi z selera, który był smaczny czym byłam zaskoczona. Naprawdę :-) Robiłam go dla Małego na jakąś okazję i upiekłam w formie z Ikea w kształcie serca. Nie ustawaj w próbach, Marysiu kochana :-)
OdpowiedzUsuńPo pierwsze zasiedziałam się przy komputerze i mi się pasztet spalił, ale to żadna strata, bo w smaku nie był najlepszy. Czegoś w nim zabrakło. Ściskam Ci e mocno. Marysia.
UsuńW końcu ptakom też się coś należy! ;) Myślę, że będą Ci wdzięczne za poczęstunek! :)
OdpowiedzUsuńDziś ptakom wyniosłam różne resztki (w tym pasztet) pod krzak kiwi. Stoi tam stół, tak, że ptaki ze stołu będą dziobały. A co? Im też się coś należy, a nie tylko kotom i pieskom. Ciepłych uśmiechów tysiące.
UsuńObie grafiki bardzo ładne. Ta "szara" ciekawa, przykuwająca wzrok. :)
OdpowiedzUsuńA obrazy w filmie piękne. Góry mają wielki urok.
Pozdrawiam serdecznie :)
Lubię tworzyć moje grafiki. Bawię się kształtem kolorem, ustawieniem elementów. A na Himalaje sama patrzyłam z niedowierzaniem, że na takie stromizny można wchodzić i że robią to ludzie.
UsuńWycieczka wyśmienita, a pasztetem się nie przejmuj, można spróbować jeszcze raz :) Ileż moich eksperymentów poszło do kosza to nie zliczę.. Ale próbuję dalej ;)
OdpowiedzUsuńJa też się nie poddaję. Trzeba dać sobie prawo do popełniania różnych pomyłek i błędów. Bez tego nie można byłoby ruszyć z niczym do przodu.
UsuńNa tym polegają eksperymenty kulinarne, najlepszym kucharzom się zdarza, więc nie bądź wobec siebie taka krytyczna:-)
OdpowiedzUsuńMasz rację. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Teraz nie wyszło, to wyjdzie kiedy indziej, a ptaki będą miały rano uciechę, bo mają już podane śniadanie na stole pod kiwi.
Usuń